– Każda inwestycja wydaje się drobna w porównaniu do tej. Ale rzadko zwraca się uwagę, że ona ma ogromne znaczenie społeczne. To projekt, który łączy prawobrzeżną i lewobrzeżną Warszawę. Pozwala na korzystanie z miasta, niezależnie od tego, gdzie się mieszka – powiedziała, przy okazji podpisania umowy na ostatnią część II linii metra Iwona Wujastyk, radna, przewodnicząca komisji infrastruktury i inwestycji w Radzie Warszawy.
W czwartek w warszawskim ratuszu prezydent Hanna Gronkiewicz–Waltz, szef Metra Warszawskiego Jerzy Lejk i szef europejskiego oddziału koncernu Gulermak
podpisali umowę na najkrótszy, ale ostatni brakujący fragment II linii metra. Chodzi o część zachodnią na Woli i Bemowie, w ramach której powstaną dwie stacje – Ulrychów (naprzeciwko Wola Parku) i Powstańców Śląskich – licząc od zachodniego krańca czwarta i piąta. Kontrakt, który zrealizuje Gulermak (formalnie w konsorcjum z Astaldi, w praktyce samodzielnie), jest wart 960 mln zł. Odcinek ma powstać w ciągu trzech lat.
Przedstawiciele miasta nie kryli zadowolenia, bo to ostatnia umowa, która domyka całość II linii metra. Od kilku lat działa jej centralny odcinek, składający się z siedmiu stacji. Prezydent Hanna Gronkiewicz –Waltz zaznaczała, że tylko z tej trasy korzysta dziennie ok. 150 tys. pasażerów.Pozostałe są w budowie.
– Dzięki tej umowie nagle znajdziemy się w sytuacji gdy w tym samym czasie będziemy mieli w budowie 15 km metra z 14 stacjami – zauważył prezes Metra Warszawskiego Jerzy Lejk. – Rzecz jasna są na różnym stopniu zaawansowania. To duże wyzwanie dla nas, ale też dla wszystkich warszawiaków – przestrzegał. Już w przyszłym roku mają być gotowe dwa odcinki (na wschód i na zachód od obecnie używanego centralnego) po trzy stacje. Lejk przekazał w czwartek Gulermakowi wszystkie pozwolenia na budowę z rygorem natychmiastowej wykonalności.
– Teraz nie pozostaje już nic innego jak kaski, kalosze i na budowę – rzuciła podczas podpisywania umowy wiceprezydent Renata Kaznowska. Ta umowa to coś znacznie większego niż dwa kilometry tuneli i dwie stacje. To formalna ciągłość całej drugiej nitki podziemnej kolei. To wydarzenie epokowe – zaznaczyła.
Iwona Wujastyk, szefowa ustępującej komisji infrastruktury w radzie miasta zwracała uwagę, że druga linia metra ma znaczenie społeczne. W Warszawie, która bardzo cierpi na brak połączeń międzydzielnicowych, często najszybciej można przejechać między dwiema sąsiadującymi ze sobą obszarami, zahaczając o centrum. – Ten projekt łączy prawobrzeżną i lewobrzeżną Warszawę. Pozwala na korzystanie z miasta, niezależnie od tego, gdzie się mieszka – wskazywała.