Partnerzy serwisu:
Komunikacja

Łukasz Puchalski: Auta na buspasy? To autobusy należy wspierać

Dalej Wstecz
Autor:

Jakub Dybalski

Data publikacji:
2019-11-19 16:00
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Łukasz Puchalski: Auta na buspasy? To autobusy należy wspierać
fot. Michał Szymajda
– Akurat nawyki kierowców zmieniają się bardzo szybko. Szybciej niż byśmy się spodziewali – mówi szef warszawskiego ZDM, komentując zapowiedziane w expose premiera wprowadzenie pierwszeństwa pieszych jeszcze przed zebrą. Za to krytyczny jest wobec wpuszczenia samochodów na buspasy. – Jak to kontrolować? Nigdy nie widziałem policjanta kontrolującego korzystanie z buspasa – przyznaje.

Jakub Dybalski, Transport–Publiczny.pl: Jak podoba się panu zapowiedź wprowadzenia pierwszeństwa pieszych przed przejściem?

Łukasz Puchalski, szef Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie: Co do zasady zgadzam się i bardzo mi się podoba. Od lat mamy prawo, które chroni na drodze silniejszego i zwalnia kierowców z odpowiedzialności za to, co się dzieje na przejściach dla pieszych.

Jak to zrobić? Słyszałem opinie, że po wprowadzeniu takiego rozwiązania, nieprzyzwyczajeni do niego kierowcy będą masowo rozjeżdżać pieszych…

Niedawno rozmawiałem z Tomaszem Toszą, który odpowiada za zmiany infrastrukturalne w Jaworznie [stutysięczne miasto, w którym prawie do zera ograniczono liczbę ofiar na drogach – red.]. On stoi na stanowisku, że trzeba takie rozwiązania wprowadzać jak najszybciej. Ja jestem trochę spaczony zarządzaniem drogami w Warszawie i gdzieś z tyłu głowy mam poczucie, że powinniśmy mieć choć trochę czasu choćby na dostosowanie przejść. Ale im dłużej się zastanawiam, tym bardziej się z nim zgadzam. Mam poczucie, że to kierowca powinien jechać z taką prędkością i w taki sposób, by mógł zahamować w kryzysowej sytuacji.

Akurat nawyki kierowców zmieniają się bardzo szybko. Szybciej niż byśmy się spodziewali. W Warszawie właściwie każdy objazd, zmiana organizacji to coś, do czego przyzwyczajają się w kilka dni i jeżdżą, jakby jeździli tak zawsze.

Tylko warto pamiętać jak daleko jesteśmy w tej sprawie od normalności. Np. ile właściwie jest przejść dla pieszych w Polsce?

Nie wiem.

Nikt tego nie wie. Gdy kilka lat temu ruszaliśmy z audytem przejść dla pieszych w Warszawie, nawet tu był problem z doliczeniem się "zebr", bo nikt nigdy czegoś takiego nie robił. Teraz już wiemy, że to ok. 5 tys., w zależności od tego jak niektóre z nich liczyć. Próbowałem znaleźć informację o liczbie przejść w całym kraju. Nie znalazłem.

Jest pan zaskoczony, że nagle bezpieczeństwo ruchu drogowego trafiło do expose premiera, a w dodatku szef rządu składa takie deklaracje?

Jeśli zaskoczony, to tylko pozytywnie. Słyszę komentarze, że rząd wziął się za to za późno, trzeba było wcześniej. Trudno, nieważne, czasu nie cofniemy. Przez lata mieliśmy w Polsce politykę niedenerwowania kierowców, a bezpieczeństwo ruchu drogowego żadnym priorytetem nie było. Sam od 2016 r. prowadzę intensywną korespondencję z ministerstwami i Komendą Główną Policji, proponując rozwiązania, tłumacząc jaki wpływ różne pomysły mają na bezpieczeństwo, choć „prowadzę korespondencję” to za dużo powiedziane. Z żadnego ministerstwa nigdy nie dostałem odpowiedzi. W policji zwykle odpowiada mi urzędnik mający wiedzę tylko o fragmencie tematu. Wiec samo to, że temat znalazł się w expose, jest ogromnym krokiem do przodu.

Coś z tego będzie?

Tak naprawdę okaże się w projekcie przyszłorocznego budżetu, gdy zobaczymy, czy policja otrzyma większe pieniądze. Policja jest nieprawdopodobnie niedofinansowana, co przekłada się na poważne braki kadrowe. Tylko w Warszawie brakuje ponad tysiąca policjantów. To mogłoby być pięćset patroli. Jeżeli za zmianami prawnymi nie pójdzie realna ich kontrola, to będzie problem, bo przecież ci ludzie się nie rozdwoją.

Dość dużo jeżdżę samochodem. Po raz ostatni trafiłem na kontrolę policyjną gdzieś około 2012 r.

Premier znienacka zapowiedział też wpuszczenie na buspasy samochodów przewożących minimum cztery osoby. Ma to zachęcić kierowców, by jeździli wspólnie, dzięki czemu na ulicach będzie mniej aut. Dobry pomysł?

Jestem mega krytyczny, jeśli chodzi o ten pomysł. Zresztą tak samo jak wpuszczenie samochodów elektrycznych na buspasy do czego doszło przy okazji ustawy o elektromobilności. Samochód to samochód. Blokuje pas dla autobusów.

To komunikacja publiczna powinna być naszym oczkiem w głowie. Powinniśmy szukać rozwiązań, które coraz bardziej będą ułatwiały poruszanie się po mieście w ten sposób, a nie wpuszczać autobusom przed maskę samochody.

Drugą rzeczą jest egzekucja tego przepisu. Samorządy nie mają uprawnień do tego, żeby to kontrolować. Możemy nagrywać obraz z ulicy, ale potem i tak musielibyśmy go przesłać do inspekcji transportu drogowego, która, jak się okazuje, kompletnie sobie z tymi zadaniami nie radzi. Policjanci mieliby to kontrolować? Nigdy nie widziałem policjanta kontrolującego korzystanie z buspasa.

Czyli pierwszym krokiem powinno być jest dofinansowanie policji?

Nie tylko. Technika poszła tak do przodu, że to wszystko mogłyby robić maszyny. Dziś kamery mogą sczytać wszystko. Numery rejestracyjne, wizerunek kierowcy, mogłyby też liczbę osób w aucie. Ale miasta nie mają możliwości korzystania z takich urządzeń do egzekucji przepisów. Dbamy o bezpieczeństwo, instalując progi, a przecież, biorąc pod uwagę możliwości technologiczne, to toporne, „średniowieczne” metody.

Przekazano obowiązki, które mogłyby wykonywać miasta, do GITD. Pieniądze które tam przepadły [według raportu NIK w latach 2015–17, wskutek przedawnień mandatów i błędów w instalacji urządzeń nie ściągnięto mandatów o szacowanej wartości 2,8 mld zł – red.] można by było naprawdę świetnie podzielić. Wykorzystać na kwestie związane z bezpieczeństwem na ulicach. Poprawić infrastrukturę. To mogłaby być energia, która napędzałaby kolejne pozytywne zmiany.

A dodatkowo puszczanie kierowców, którzy łamią przepisy bez kary ma fatalne efekty wychowawcze. Już dziś nikt nie boi się nawet tych niskich kar – w Warszawie więcej zapłaci się za jazdę autobusem bez biletu niż za wyprzedzanie przed przejściem, czyli wykroczenie wskutek którego można zabić człowieka – bo kierowca ma świadomość, że w ogóle nikt od niego tego nie wyegzekwuje.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Jan Mencwel: Premierze, nie wystaw pieszych do wiatru

Felietony i komentarze

Jan Mencwel: Premierze, nie wystaw pieszych do wiatru

Jan Mencwel 19 listopada 2019

Morawiecki w expose: Wprowadzimy pierwszeństwo pieszych przed przejściem

Prawo & Finanse

Morawiecki w expose: Wprowadzimy pierwszeństwo pieszych przed przejściem

Jakub Dybalski 19 listopada 2019

Warszawa. Są już progi zwalniające na ul. Sokratesa

Przestrzeń

Warszawa. Są już progi zwalniające na ul. Sokratesa

Jakub Dybalski 07 listopada 2019

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5