Partnerzy serwisu:
Prawo & Finanse

Debata jakiej jeszcze nie było. Polskie BRD w jednej sali

Dalej Wstecz
Autor:

Jakub Dybalski

Data publikacji:
2020-01-09 12:30
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Debata jakiej jeszcze nie było. Polskie BRD w jednej sali
fot. Michał Szymajda
Zorganizowana w środę w warszawskiej siedzibie Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego debata o bezpieczeństwie na drogach zebrała zaskakująco szerokie grono. W jednej sali, przez jeden dzień znaleźli się ministrowie, którzy mają wprowadzać w życie pomysły z expose premiera, naukowcy, którzy od lat badają przejścia dla pieszych, czy prędkość aut, dziennikarze, policjanci, inspektorzy i aktywiści od lat domagający się poprawy bezpieczeństwa. Jedni się chwalili, inni się kłócili. Wyszła z tego debata, jakiej w Polsce chyba jeszcze nie było.

Gdyby po środowym spotkaniu spróbować nakreślić obraz polskiego Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, trzeba by je porównać do pociągu, w którym wszyscy się ze sobą spierają, bo pasażerowie chcą jechać gdzie indziej niż konduktorzy, maszyniści mają jeszcze inny pomysł. Obsługa pociągu ledwo sprawdza bilety, ale niedługo ma dostać nowe kasowniki. Choć tory są niezłe, a na niektórych odcinkach doskonałe, to tabor psuje się kilka razy częściej niż w innych krajach. Ale pozytywne jednak to, że pociąg, który latami stał na stacji wreszcie ruszył i już nie da się go zatrzymać.

Debatę otworzyli wspólnie minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik i wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik. Miał być nawet premier Mateusz Morawiecki, ale jak powiedziano zgromadzonym, nie mógł porzucić innych obowiązków. Napisał jednak list, w którym przypomniał zapowiedziane inicjatywy rządu (pierwszeństwo pieszych, zrównanie dozwolonej prędkości w miastach w dzień i w nocy, odbieranie prawa jazdy piratom drogowym poza terenem zabudowanym). Wójcik wyliczał absurdy prawne, Wąsik zaznaczył, że Polacy jeżdżą za szybko, Adamczyk chwalił działania rządu w zakresie doświetleń dróg, ich przebudowy, automatycznego nadzoru nad ruchem, który ma być rozbudowywany.

- To świetnie że urzędnicy tej rangi, siedzą przy jednym stole, wskazują potrzebne rozwiązania - chwalił prowadzący debatę dziennikarz motoryzacyjny Włodzimierz Zientarski. - Nie wypuszczę panów, dopóki nie ustalicie wspólnego planu działania - mówił, tylko wtedy Wójcik już wyszedł.



Ale akurat szef najistotniejszego dla tematu resortu, czyli minister Adamczyk, przysłuchiwał się panelom do późnego popołudnia. Było czemu się przysłuchiwać. Spotkanie w GITD okazało się jednym z ciekawszych starć opinii związanych z tematem BRD. Prowadzący – obok Zientarskiego był to Andrzej Koczyba, dziennikarz Radia Kraków – naciskali dyskutantów, by ci proponowali nowe rozwiązania i opiniowali pomysły pojawiające się w dyskusji publicznej w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Podział na trzy panele – o prędkości, o pieszych i o zmianach przepisów ruchu drogowego – szybko przekształcił się w jednolitą dyskusję.

Znów więcej ofiar wypadków

Podinspektor Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji przedstawił najświeższe dane wypadkowe za 2019 rok. Wstępne, bo pełne dane są dostępne dopiero w lutym (do liczby ofiar wlicza się poszkodowanych, w wypadkach w danym roku, którzy zmarli w wyniku ran do końca stycznia następnego roku). W zakończonym niedawno roku zginęło na drogach 2900 osób (w 2018 r. - 2862), z tego 787 pieszych (w 2018 r. - 803). To oznacza, że liczba ofiar wzrosła, a liczba ofiar wśród pieszych ostatecznie okaże się na podobnym poziomie lub nieznacznie mniejsza. Wśród pieszych 229 ofiar zginęło na przejściu dla pieszych, a kolejne 119 na skrzyżowaniach.

- Co ciekawe mniej więcej od połowy roku ofiar na przejściach było z każdym miesiącem coraz mniej. To zjawisko, którego nie umiemy wyjaśnić - mówił Kobryś. Potem zasugerowano mu, że to efekt ogólnopolskiej debaty, podsyconej przez tragiczny wypadek przy ulicy Sokratesa.

Fotoradar nie może być pułapką dla kierowców?

Dwiema głównymi osiami sporu były fotoradary i prędkość. Minister Adamczyk, który zaczął dzień od deklaracji, że fotoradar lub odcinkowy pomiar prędkości "nie może być pułapką na kierowców, ma pełnić funkcję prewencyjną" i należy dążyć do tego, by żaden taki automat nie wystawił mandatu, musiał z werwą odpowiadać dziennikarzowi TOK FM Krzysztofowi Woźniakowi, dlaczego rząd nie chce umożliwić samorządom korzystania z tych urządzeń.

Powtórzył argumenty, że to dobrze, że samorządom je zabrano, bo służyły do pompowania budżetów (co zaskakujące tę samą opinię podzielił poseł Lewicy Wiesław Szczepański), że samorządy nie mają kompetencji by z nich korzystać, bo taką może mieć tylko instytucja centralna, ale minister zadeklarował, że nie widzi przeszkód, by samorządy kupowały urządzenia dla konkretnych miejsc i przekazywały je Inspekcji Transportu Drogowego, która w ramach systemu CANARD sprawuje nad nimi nadzór.

- Wysłuchałem dziś ministrów i w tym elemencie jestem konferencją przerażony - stwierdził Łukasz Zboralski, redaktor naczelny serwisu brd24.pl. - Jeśli minister Adamczyk mówi, że dobrze, że odebrano samorządom fotoradary, choć tam gdzie je zafoliowano odsetek wypadków wzrósł o 47 proc., to chyba ktoś przed nim ukrył badania - skwitował.

Fotoradarów nie oddadzą

O tym, że GITD sobie z automatycznym nadzorem nie radzi, wiadomo od publikacji raportu Najwyższej Izby Kontroli, która wyliczyła, że dziesiątki tysięcy mandatów lądowały w koszu na śmieci, bo centralna instytucja nie była w stanie w terminie wskazać sprawcy przewinienia.

Szef GITD Alvin Gajadhur zwracał uwagę na ułomność obowiązujących dziś przepisów. Jego instytucja w krótkim czasie musi wskazać na podstawie zdjęcia konkretnego sprawcę wykroczenia. Debatujący byli dość zgodni, by tak zmienić prawo, by na wzór innych krajów europejskich karać właściciela auta (od razu, lub gdy w krótkim terminie nie wskaże kierowcy). "Niech się potem ewentualnie sami rozliczą, a w ogóle to każdy powinien być odpowiedzialny za swoje auto" - padło na sali.

Nie tylko jednak w prawie problem. Gdy Gajadhur wyliczał statystyki związane z systemem CANARD zaznaczył m.in. że w całym 2019 r. system zarejestrował 7,1 tys. wykroczeń przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h. To wykroczenie za które - jeśli popełnione w terenie zabudowanym - kierowca powinien stracić prawo jazdy. Ta liczba wygląda blado, przy informacji podanej nieco wcześniej przez szefa Biura Bezpieczeństwa w stołecznym ratuszu Michała Domaradzkiego, że według warszawskich pomiarów, wykonywanych przez ratusz tylko w niektórych punktach, takich kierowców w mieście jest 12,5 tys. dziennie.

Ministrowie nie dali się jednak przekonać do podzielenia się kompetencją z gminami.

Wielokrotny mandat za drugie wykroczenie, upust za odblask

Zboralski zaproponował cztery podstawowe zmiany. Po pierwsze przekształcenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w instytucję ulokowaną w osobnej ustawie, z szefem niezależnym od bieżącej polityki. Po drugie szeroko zakrojona przebudowa przejść dla pieszych w całym kraju. Po trzecie rozbudowa - działającego - systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Dziennikarz podkreślał, że w innych krajach to na nim, a nie na patrolach policji, oparte jest karanie piratów drogowych. Po czwarte wreszcie, wprowadzenie przepisu o pierwszeństwie pieszych zbliżających się do przejścia.

Ale pomysłów, czasem bardzo szczegółowych, było więcej. Upusty podatkowe dla firm odzieżowych, które określone fragmenty ubrań szyłyby z materiałów odblaskowych. Przeszkolenie BRD w ramach corocznych szkoleń BHP w firmach („Niech kierowcy przynajmniej raz w roku o tym posłuchają przez kilka godzin” - mówił Robert Buciak z Pieszej Polski). Gorącym tematem była podwyżka mandatów za wykroczenie drogowe (dziś ten najwyższy to 500 zł, stawka nie została podniesiona od 23 lat). Postulowano nie tylko ich podniesienie, ale też np. karanie wielokrotnością pierwszego mandatu, przy drugim wykroczeniu w ciągu roku.

– Dziś mandat za wyprzedzanie na przejściu dla pieszych to 200 zł. To mniej niż płaci się za brak biletu w autobusie – zwracał uwagę poseł KO Michał Szczerba. Jego klub złożył już projekt zmiany prawa o ruchu drogowym z zakresie pierwszeństwa pieszych wchodzących na przejście, ale zadeklarował, że szef komisji Paweł Olszewski (również KO) poczeka na projekt rządowy, by oba były procedowane wspólnie.

Czy to raport poruszył rząd?

Poza odosobnionymi głosami, by nie obniżać dozwolonej prędkości na siłę, większość uczestników debaty zgadzała się, że podstawowym kłopotem jest nadmierna prędkość polskich kierowców. Wielokrotnie przytaczano dane z raportu Instytutu Transportu Samochodowego o zachowaniu polskich kierowców przed przejściami dla pieszych, według którego przepisy łamie 85-90 proc. z nich (dyrektor ITS prof. Maciej Ślęzak zwracał jednak uwagę, że badanie zamówiła KRBRD i choć to miłe że mówi się o "raporcie ITS", to jednak inne instytucje też miały w nim udział). Wskazywano też na znane powszechnie badania dotyczące konsekwencji uderzenia w pieszego z konkretną prędkością.

Zgodzono się, że pomysł zrównania dozwolonej prędkości w miastach do 50 km/h (dziś w nocy można zgodnie z prawej jeździć o 10 km/h szybciej) jest dobry. Postulowano stopniowe zmniejszanie dozwolonej prędkości na autostradach. – W miastach powinniśmy w ogóle dążyć do likwidacji przejść i zastępowania ich strefami Tempo 30, gdzie dla pieszych jest cała przestrzeń ulicy. Takie są obecnie tendencje na świecie – mówił prof. Kazimierz Jamroz z Politechniki Gdańskiej, ekspert ds. inżynierii drogowej.

Na arcyciekawe pytanie redaktora Woźniaka, co się stało, że rząd dziś gorąco postuluje przyznanie pierwszeństwa pieszym zbliżającym się do przejścia, choć jeszcze kilka miesięcy temu urzędnicy byli takiemu rozwiązaniu stanowczo przeciwni, Adamczyk odpowiedział wymijająco.

– Co się stało? Zamówiliśmy raport właśnie po to, by dowiedzieć się jak wygląda sytuacja w pobliżu przejść dla pieszych. Jeśli pan redaktor chce, to pan profesor powtórzy tezy tego raportu [„znam je doskonale, wielokrotnie pisałem o nich” odpowiedział Woźniak – red.]. Wiemy jak wygląda sytuacja i możemy myśleć nad rozwiązaniami – tłumaczył.

I choć na sugestię, że Ministerstwo Infrastruktury protestowało przeciw zmianom na długo po tym, gdy raport powstał i go opublikowano, minister Adamczyk już nie odpowiedział, faktem jest, że dziś bezpieczeństwo na polskich drogach stało się tematem debaty publicznej, a rząd przygotował zmiany w tym zakresie. I choć ministrowie wydają się najbardziej zachowawczym i uczestnikami debaty, coś się zmienia.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5