Partnerzy serwisu:
Komunikacja

Chile. Dlaczego mieszkańcy Santiago spalili metro

Dalej Wstecz
Autor:

Jakub Dybalski

Data publikacji:
2019-11-03 09:30
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Chile. Dlaczego mieszkańcy Santiago spalili metro
fot. Gabriel Pinango, lic. CC BY-SA 4.0 InternationalWejście do spalonej i zamkniętej stacji metra Baquedano
Trwająca już drugi tydzień fala demonstracji w Chile to największa rewolta w tym kraju od czasu upadku dyktatury Augusto Pinocheta. Iskrą była podwyżka cen biletów komunikacji, efektem – m.in. częściowe lub całkowite spalenie 19 stacji metra w stolicy kraju Santiago. Przyczyny sa jednak znacznie głębsze niż niezadowolenie z podwyżek.

W ubiegły piątek na Plaza Italia w Santiago zgromadziło się 1,2 mln ludzi. W kraju liczącym 18 mln mieszkańców to potężna demonstracja. Administracja prezydenta Sebastiana Pinery zmobilizowała 10 tys. członków sił porządkowych. Najwięcej od czasu upadłej w 1990 r. dyktatury.

Demonstracje zaczęły się 18 października. Chodziło o sprzeciw wobec podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej o 30 pesos, czyli o ok. 0,04 dolara. Standardowo pojedynczy bilet kosztuje tam 700 pesos, czyli mniej więcej 1 dolara (pasażerowie i tak korzystają główne z kart w formie e-portmonetek). Efektem wzburzenia na czterocentową podwyżkę są do tej pory nie tylko demonstracje, ale też fala chuligaństwa. Światowe media obiegły m.in. zdjęcia płonących autobusów, pociągów i stacji metra. W sumie do tej pory spłonęło 19 stacji metra w Santiago, a 60 kolejnych w mniejszym lub większym stopniu ucierpiało. Władze szacują, że przywrócenie ich do pełnego funkcjonowania potrwa rok.

– Ludzie nie atakują szkół, czy przychodni. Demolują metro. Dlaczego? Bo w metrze widać, gdzie podziewają się zyski ze wzrostu gospodarczego – tłumaczy w rozmowie z serwisem CityLab Juan Correa, geograf i pracownik organizacji pozarządowej z Santiago.

Liberalny raj

O Chile można bowiem opowiedzieć na dwa sposoby. Z jednej strony to w całej Ameryce Łacińskiej gospodarczy prymus. W ciągu trzydziestu lat PKB wzrosło tam o 1000 proc. Lata wprowadzania neoliberalnych zmian sprawiły, że zasobny w bogactwa naturalne, przede wszystkim w miedź, kraj jest chwalony za stabilną gospodarkę przez międzynarodowe instytucje finansowe, a odsetek mieszkańców żyjących poniżej granicy ubóstwa spadł z 31 proc. w 2001 r. do 6,4 proc. w 2017 r.

Ale można też z drugiej strony. Chile to jeden z najbardziej zróżnicowanych, jeśli chodzi o dochody krajów na świecie. Według danych ONZ 1 proc. najbogatszych Chilijczyków zgarnia 33 proc. zysków wypracowywanych w kraju. Z kolei połowa pracowników zarabia poniżej 400 tys. pesos miesięcznie, czyli mniej niż 550 dolarów. Nie wpędza ich to w biedę, ale w stosunku do cen, to niewiele. Dla nich podwyżki cen biletów komunikacji, które zresztą w ciągu ostatnich 12 lat podrożały w sumie dwukrotnie, to istotna zmiana. Dla wielu rodzin wydatki transportowe to czasem 1/4 domowego budżetu.



Santiago to miasto, które jest odzwierciedleniem tego podziału. W pewnym uproszczeniu, to bogate centralne dzielnice, otoczone przez biedniejsze, "robotnicze" rejony miasta. Metro, które za czasów Pinocheta funkcjonowało dzięki drogim biletom i w zamyśle było przeznaczone raczej dla bogatszych (do dziś kojarzy się raczej jako emanacja państwa, a nie transport miejski), w ostatnich latach zostało „zdemokratyzowane”. W 2007 r. zintegrowano je taryfowo z resztą transportu w mieście. Jest też intensywnie rozbudowywane. Dziś to 6 linii i w sumie ponad sto stacji. Dla urzędników to jedno z głównych narzędzi wyrównywania poziomów życia w mieście.

Ale efekt jest taki, że to jedno z niewielu miejsc, gdzie stykają się osoby o różnym statusie majątkowym. Mieszkają w innych dzielnicach, pracują na innych stanowiskach. Ale wspólnie korzystają z bardzo efektywnego, szybkiego i czystego systemu metra. W metrze Chilijczycy widzą, gdzie podziewa się znaczna część rozwoju gospodarczego, z którego oni, z racji nierówności społecznych, nie mają szans skorzystać. To miał na myśli cytowany wcześniej Correa.

Niech wstają wcześniej

Co więcej, system metra jest kręgosłupem całego systemu transportowego w Santiago, opartego również na autobusach. Linie autobusowe są obsługiwane, jak przystało na neoliberalną gospodarkę, przez prywatnych przewoźników. W założeniu mieli oni dbać o jakość usług dzięki wzajemnej konkurencji, więc w podpisywanych umowach zwykle nie zawierano poważnych wymogów dotyczących jakości obsługi. W efekcie pasażerowie narzekają na brak komfortu i masowo jeżdżą na gapę (okresowo liczba gapowiczów sięga 30 proc.).

To przekłada się na metro, gdzie również nie brakuje pasażerów bez biletów, a w systemie finansowanym w znaczącej mierze przez wpływy z biletów, zarządcy metra i linii autobusowych skupiają się głównie na ściganiu gapowiczów, zamiast na podnoszeniu komfortu podróży. Koło się zamyka. W efekcie kolejna podwyżka cen biletów za – jak uważa wielu mieszkańców miasta – marnej jakości usługę wzburzyła pasażerów. "Jazda na gapę" to jedno z haseł rewolty.

Wzburzyła ich również arogancja polityków. Jeden z ministrów rząd miał radzić robotnikom, którzy spędzają godziny w komunikacji miejskiej, a potem cały dzień w pracy, że jeśli chcą płacić za przejazdy mniej, mogą wcześniej wstawać (ceny biletów są niższe poza szczytem). Sam prezydent Pinera, gdy wybuchły protesty, został sfotografowany w restauracji, co maiło świadczyć, że nie przejmuje się wydarzeniami. Odpowiedzią na milionową demonstrację w zeszły piątek było wprowadzenie godziny policyjnej.

Na razie trudno przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja, bo protesty nie mają jednego przywódcy. Zarówno demonstracje, jak i zamieszki wybuchają spontanicznie. Podzielona opozycja je wspiera, ale liderzy nie mają nad nimi kontroli. Póki co Pinera zapowiedział odwołanie podwyżki cen biletów. Wygląda na to, że protestującym to nie wystarczy.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Singapur. Nowe centrum sygnalizacyjne dla linii metra

Mobilność

Singapur. Nowe centrum sygnalizacyjne dla linii metra

Jakub Dybalski 15 października 2019

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5