Partnerzy serwisu:
Przestrzeń

Przejścia podziemne odchodzą do lamusa?

Dalej Wstecz
Autor:

Witold Urbanowicz

Data publikacji:
2013-10-24 16:14
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Przejścia podziemne odchodzą do lamusa?
Przejście podziemne w centrum Tbilisifot. WU
Zachodnie miasta rezygnują z przejść podziemnych w ścisłych centrach. W Polsce też widać pierwsze jaskółki tego nowego podejścia do planowania. Czy przejścia podziemne odchodzą do lamusa? – Miejmy nadzieję! Nie ma potrzeby, żeby ludzie schodzili pod ziemię – przekonuje Jan Jakiel, prezes Stowarzyszenia Integracji Stołecznej Komunikacji SISKOM.

Trudno na razie mówić o trwałym trendzie. Niektóre miasta czy zarządcy dróg nadal z lubością planują i budują podziemne przejścia. – Przejścia podziemne to jest relikt modernistycznej urbanistyki, dzisiaj się tego nie robi w mieście – mówi dr Michał Beim z Instytutu Sobieskiego.

Problemem przejść podziemnych jest ich słaba dostępność – starsze nie mają często żadnych wind, a w nowszych zarządcy montują tańsze podnośniki, które nie dość, że są nieodpowiednie i niewygodne dla części użytkowników, to w dodatku najczęściej i tak są zepsute. Kolejna kwestia to niski poziom utrzymania i dewastacje. Niektóre zastrzeżenia są jednak mniej namacalne, jak np. tworzenie barier w korzystaniu z miasta – aby przejść na drugą stronę trzeba często nadrobić sporo drogi, co może zniechęcać niezmotoryzowanych mieszkańców do korzystania z pewnych części i przestrzeni miasta.

Gdzie budować


Jak wskazuje Beim, przejścia podziemne mają sens np. pod autostradami, ale nie w centrach miast. W podobnym tonie wypowiadają się inni. – Na dłuższą metę nie widzę miejsc, gdzie byłoby zasadne. Trzeba szukać jak najtańszych i jak najbardziej efektywnych rozwiązań – wskazuje Jan Jakiel, szef SISKOM-u.

Budowa przejść podziemnych ma sens w miejscach, gdzie występuje różnica poziomów – np. przy stacjach metra. – Trzeba pokonać różnicę poziomów, ale nie należy wykluczać przejść naziemnych – nie wszyscy korzystają z metra – przypomina Jakiel. Podobnym naturalnym miejscem jest kolej.

Ważne, żeby rozwiązania komunikacyjne były przemyślane. Nie wszędzie się to udaje, czego przykładem jest stacji metra Ratusz. Na połowie skrzyżowania są tylko przejścia podziemne, a na połowie tylko naziemne. Z jednej strony zmusza się przechodniów do schodzenia pod ziemię, a z drugiej strony pasażerów metra skazuje się na niewygodne pokonywanie jezdni z wieloma światłami. I niestety nie bardzo jest teraz miejsce, żeby to zmienić.

Bez dramatu na górze

Jeśli dać ludziom zagłosować nogami, to wybiorą przejścia w terenie. Pokazują to przykłady tymczasowych przejść na Emilii Plater i w ciągu al. Ujazdowskich w Warszawie, stworzonych na czas remontu podziemi, które po protestach mieszkańców zostały na stałe.

Przy niskim koszcie da się stworzyć przejścia naziemne także w innych miejscach. – Niedawno była dyskusja na temat Ronda Dmowskiego i przejść w poziomie terenu. Cykl sygnalizacji jest taki, że pieszych na pewno da się przepuścić. Może na raty, co byłoby nieszkodliwe dla ruchu pieszego i transportu zbiorowego, może na raz, co mogłoby być bardziej kłopotliwe (wada dużych skrzyżowań z wyspą centralną) – mówi Jakiel.

Bezpieczeństwo to mit

Często podnoszony jest argument, że przejścia podziemne podnoszą bezpieczeństwo uczestników ruchu, zwłaszcza pieszych. Tym bardziej, że niezmotoryzowani są zwykle bez szans w konfrontacji z pędzącym samochodem. Jednak (zazwyczaj) to nie piesi generują zagrożenia. – Problemem jest to, że ruch odbywa się za szybko – mówi Jan Jakiel.

Czy jednak wobec brawury kierowców nie powinniśmy bardziej chronić pieszych? – Oczywiście kierowca może wjechać na czerwonym, ale może też zjechać po schodach – mówi Jakiel. I nie jest to sytuacja hipotetyczna. Przywołuje tutaj zdarzenie z 2007 r., gdy pędzący samochód wyleciał z jezdni i wpadł na schody prowadzące ze stacji metra, potrącając wchodzącego pasażera.

Wbrew pozorom „wyrzucenie” pieszych na powierzchnię może poprawić sytuację na drogach. – Piesi i rowerzyści są elementem uspokajającym ruch – wskazuje Jan Jakiel. Oczywiście powinno to iść w parze z innymi rozwiązaniami. Wpisuje się w to chociażby strefa Tempo 30 z ograniczeniem prędkości w rejonie ścisłej zabudowy i tworzeniem w ten sposób przestrzeni przyjaznej oraz bezpiecznej dla niezmotoryzowanych użytkowników dróg.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Poznań stawia na uspokajanie ruchu. Więcej strefy Tempo 30?

Przestrzeń

Poznań stawia na uspokajanie ruchu. Więcej strefy Tempo 30?

Justyna Urbaniak 05 czerwca 2014

Syndrom rzeszowskiej kładki, czyli pieszy w polskim mieście

Przestrzeń

Syndrom rzeszowskiej kładki, czyli pieszy w polskim mieście

Justyna Urbaniak 10 grudnia 2013

Poznań zamyka ulicę dla samochodów. Akcja PR-owa przed wyborami?

Przestrzeń

Poznań zamyka ulicę dla samochodów. Akcja PR-owa przed wyborami?

Justyna Urbaniak 02 grudnia 2013

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury IAB Polska ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5