Partnerzy serwisu:
Prawo & Finanse

Zakazy jazdy rowerem po miejskich rynkach. Czy mają sens?

Dalej Wstecz
Autor:

Rafał Stawecki

Data publikacji:
2014-07-31 09:14
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Zakazy jazdy rowerem po miejskich rynkach. Czy mają sens?
rynek w Rzeszowiefot. Pisces.art, lic. CC BY-SA 3.0 Wikimedia commons
Cyklicznie powracającym tematem ostatnich miesięcy jest dopuszczenie, a właściwie niedopuszczenie ruchu rowerowego na rynki i deptaki niektórych ośrodków miejskich. Czy w takich miejscach rowerzyści naprawdę są utrapieniem, z którym należy walczyć?

Pierwsza z medialnych batalii o dopuszczenie ruchu rowerowego na miejski rynek rozgorzała we Wrocławiu. Niesławny zakaz, wprowadzony tam w 2001 r., argumentowano kwestiami bezpieczeństwa oraz estetycznymi – rynek to miejski salon, a po salonie rowerem się nie jeździ. Wrocławscy cykliści zgodnym chórem obalili obydwa argumenty, stwierdzając, że na rynku stolicy dolnośląskiego nie ma problemu z nadmierną liczbą potrąceń pieszych, a po „miejskim salonie” w najlepsze jeżdżą sobie dorożki.

Szczyt kuriozum osiągnięto w roku 2009, kiedy przez rynek próbował przejechać rowerem prezydent Rafał Dutkiewicz. Obecni na miejscu cykliści nie omieszkali mu przypomnieć, że powinien przestrzegać popieranego przez siebie zakazu. Niestety, po skończonej przejażdżce urzędnik, zapytany o to, czy zniesie zakaz, odparł, że zostanie on podtrzymany. Niewielki zmiana zaszła dopiero w sierpniu 2013 roku, kiedy na wrocławskim rynku dopuszczono ruch rowerowy w godzinach od 5 do 9. Niestety, w pozostałe godziny ograniczenie nadal obowiązuje.

Do miejscowości borykających się z zakazem ruchu rowerów po jej reprezentacyjnych częściach jeszcze do niedawna należał Rzeszów. 5 czerwca ustanowiono rowerowy zakaz, który objął ulice Kościuszki, 3 Maja i Grunwaldzką. Prezydent Ferenc argumentował decyzję o wprowadzeniu ograniczenia skargami mieszkańców –rzeszowscy miłośnicy dwóch kółek mieli jeździć szybko i niebezpiecznie. Na szczęście zakaz szybko zniesiono – za namową rzeszowskich rowerzystów urządzono ankietę, w której 79% głosujących opowiedziało się za zniesieniem szykany. Prezydent, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, zapowiedział ponowne wpuszczenie jednośladów na deptaki.

Omawiany problemem istnieje również m.in. w Warszawie, gdzie od lat obowiązuje zakaz jazdy rowerem po starówce. Od kilku dni rowerzyści mogą wjeżdżać na plac Zamkowy. Obowiązywał tam zakaz wjazdu rowerem przez ostatnie 20 lat.

Egzekwowanie niegzekwowalnego?


Czy wprowadzanie zakazu jazdy rowerem w reprezentacyjnych punktach miast faktycznie ma sens? Praktyka pokazuje, że nie. Rynki i deptaki dużych ośrodków nie należą do miejsc, w których dochodzi do zauważalnie większej liczby potrąceń pieszych przez cyklistów. Co więcej - ograniczenie w postaci zakazu jazdy jednośladem po „miejskich salonach” jest fikcją - mimo ustawionych znaków rowerzyści bez przeszkód przemieszczają się nimi przemieszczają, a służby bardzo rzadko egzekwują praktycznie martwy przepis. Jeśli już to robią, łapią tych cyklistów, którzy poruszają się powoli i nie stwarzają zagrożenia (np. osoby starsze). Zapaleńcy jeżdżący szybko i niebezpiecznie pozostają bezkarni, ponieważ nie udaje się ich zatrzymać.

Zakazy ruchu rowerów po rynkach stanowi raczej uciążliwą szykanę, niż przejaw troski o bezpieczeństwo. Tego rodzaju ograniczeń w europejskich miastach się nie stosuje. Tamtejsi włodarze wiedzą, że podobne utrudnienia są niepotrzebne i nieegzekwowalne. Rynki często służa jako dogodne skróty, stając się dość newralgicznymi dla ruchu rowerowego miejscami. Pełnią także rolę rekreacyjną – do położonych w centrum lokali ludzie często dojeżdżają jednośladem, aby uniknąć problemów z parkowaniem. Nie ma powodu tworzyć fikcyjnych zakazów, bowiem jedyne, co robią, to wypracowywanie antyrowerowego wizerunku miasta. Zamiast tego należy skupić się na zwalczaniu skrajnych zachowań (np. szybka jazda wśród pieszych na jednym kole). Całkiem dobrym pomysłem mogłyby okazać się rowerowe patrole policji bądź straży miejskiej. Regularnie odwiedzając „salony miast”, mogłyby skutecznie ostudzić szalone zapędy niektórych rowerzystów. Ucieczka od kogoś jadącego rowerem jest wszakże dużo trudniejsza, niż wyminięcie pieszego w mundurze groźnie wymachującego lizakiem.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury IAB Polska ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5