Partnerzy serwisu:
Komunikacja

O olsztyńskiej bibliotece na kółkach

Dalej Wstecz
Autor:

Martyn Janduła

Data publikacji:
2015-04-26 00:52
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

O olsztyńskiej bibliotece na kółkach
Rok 1986 r., Olsztyn, okolice Jarot; zdjęcie pochodzi ze zbiorów olsztyńskiej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej.
Na placyku stoi grupka roześmianych dzieci. Wraz z nimi oczekują na coś także dorośli. Każdy trzyma w rękach książki. Zza zakrętu w Trękusku wyłania się autobus, na pokładzie którego znajdują się półki wypchane książkami. Właśnie nadjechał Bibliobus, tzw. biblioteka na kółkach. – Czasami tylko zima dokuczała i ciężko było dojechać – wspomina Andrzej Borawski, kierowca ówczesnego autobusu.

Bibliobus Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie w swoją pierwszą trasę wyruszył w 1963 roku. Początkowo był to SAN model H01, produkowany w Sanockiej Fabryce Autobusów. – Organizowano to w ten sposób, że w każdy dzień tygodnia wyjeżdżaliśmy inną stroną Olsztyna. Jechaliśmy do konkretnej miejscowości, zatrzymując się także po kolei w innych, gdzie nie było punku bibliotecznego – wspomina Andrzej Borawski, kierowca Bibliobusu w latach 1987-91. Obecnie nadal pracuje w bibliotece.

Olsztyn nie był jedynym miastem wojewódzkim, w którym w takiej formie promowano czytelnictwo. Nie było to więc coś prekursorskiego i zarazem dziwnego. – O ile pamiętam, to w tym samym czasie, kiedy wystartował w Olsztynie Bibliobus, to podobne jeździły już w Rzeszowie, Szczecinie i Opolu – wymienia Jan Burakowski, zastępca dyrektora WBP w Olsztynie w latach 1975-85. Dziś jest już na emeryturze.

Nie przekraczał granic powiatu

Bibliobus zatrzymywał się na 24 „stacjach”, na których udostępniał swoje książkowe zbiory. – Miał od 800 do 1200 czytelników – wylicza Jan Burakowski.

Biorąc pod uwagę niewielkie miejscowości, jakie obsługiwał, czytelników było sporo, a to bardzo przyzwoity wynik, jak na taką „filię”. Warto wspomnieć, że autobus nie przekraczał granic obecnego powiatu olsztyńskiego. – Na jego trasie znajdowały się takie miejscowości, jak Sząbruk, Giedajty, Bartążek, Trękusek czy Gady – wymienia Andrzej Borawski, kierowca Bibliobusu. Były to tylko docelowe miejscowości, bo autobus zatrzymywał się także w tych mniejszych po drodze. – Najkrótszy postój wynosił pół godziny – mówi kierowca.

W samym autobusie mieściło się około 4 tysiące egzemplarzy książek, ale zbiory były oczywiście większe. – Z początku działalności baza książek wynosiła jakieś 7 tysięcy egzemplarzy – mówi Jan Burakowski. — Poza tym Bibliobus był silnie związany z biblioteką główną, więc jak ktoś zamawiał książkę, której nie było w Bibliobusie, to była ona dowożona za tydzień. Coś jak książka na zamówienie – śmieje się Jan Burakowski.

Między sanem a jelczem

Pierwszy pojazd – SAN – kursował nieprzerwanie do 1971 roku. Potem nastąpiła kilkunastoletnia przerwa. – Wynikła ona głównie z powodów finansowych – wspomina ówczesny zastępca dyrektora. Autobus nie nadawał się już do jazdy. Trzeba było kupić nowy, ale na to nie było wówczas pieniędzy. Nie był to jedyny problem. Autobus trzeba było także na nowo wyposażyć oraz zrobić nowe regały. – Na to potrzebna była blacha dobrej jakości. Na szczęście moim przyjacielem był dyrektor Centrostalu – Olgierd Burak, więc przydzielił nam 200 kg blachy – zdradza Jan Burakowski.

 
Skan pocztówki z 1968 r. przedstawiającej SANa stojącego przed Biblioteką Wojewódzką

Przyszła także pomoc z Ministerstwa Kultury i w 1985 roku przydzielono olsztyńskiemu oddziałowi biblioteki wojewódzkiej nowy autobus. Był to Jelcz, popularny ogórek.

Z 30 zostały tylko 3

Autobus cieszył się wielkim zainteresowaniem, nie tylko wśród dorosłych. – Dzieci przychodziły szczególnie chętnie. Było ich wręcz mnóstwo – wspomina Andrzej Borawski – W Szczęsnym np. ten autobus był dla nich zbawieniem, bo szkoła nie miała tylu lektur. Dlatego był bardzo potrzebny.

Dorosłych też było sporo, i to nie zwiedzających, a czytających. Po prostu stałych czytelników. Baza ciągle się zmieniała. Dużą popularnością cieszyły się zwłaszcza bestselery książkowe. – Dochodziło nawet do tego, że np. Leszka Moczulskiego „Wojny polskiej 1939” kupiliśmy ponad 30 egzemplarzy, a po trzech miesiącach okazało się, że zostały dosłownie 3 – zdradza Jan Burakowski.

Wypożyczających obowiązywały te same reguły, co osób korzystających z biblioteki na miejscu. By wypożyczyć książki w Bibliobusie, trzeba było założyć kartę biblioteczną, a za ich przetrzymywanie płaciło się umowne kary. Obowiązywały te same zasady, które znamy dzisiaj.


Andrzej Borawski rozdaje dzieciom zamówione książki we wsi Szczęsne. Jest rok 1987. Fot. Stanisław Moroz. Ze zbiorów WBP.

Drugi Bibliobus swoją pracę zakończył w 1991 roku w podobny sposób, jak jego poprzednik. – Jeździliśmy nim do końca, do momentu, aż się wyeksploatował. Blachy pordzewiały, a remont był bardzo kosztowny – wyjaśnia Andrzej Borawski, jego kierowca. – Nie stać już było biblioteki wtedy na finansowanie tej inicjatywy. To były czasy, że nie można było za bardzo znaleźć sponsorów. Pamiętam, że ludzie mieli nawet do ministerstwa pisać w tej sprawie, ale nic z tego nie wyszło.

Dlaczego miałoby być inaczej?

Właściwie zaczęło się od Wielkiej Brytanii i Danii. To właśnie tam ruszyły pierwsze na świecie Bibliobusy. Dziś takie biblioteki na kółkach, a nawet na łodziach można spotkać także w krajach skandynawskich, gdzie cieszą się dużą popularnością i jest to rzecz codzienna. W Polsce natomiast uważa się to za coś z pogranicza fantazji. – W tej chwili na terenie Olsztyna to są szczątki bibliotek. Połowa filii jest już zlikwidowana. Kiedyś kupowaliśmy po 25 tys. egzemplarzy rocznie, teraz jakieś 5-6 tys. – mówi ówczesny z-ca dyrektora.

Czy taki Bibliobus sprawdziłby się także dzisiaj? – Realia życia się bardzo zmieniły. Kiedyś nie było takiej komunikacji. Trzeba było jeździć autobusami czy pociągami. Teraz jest dużo większa mobilność ludzi. Można wsiąść w samochód i wszędzie dotrzeć bez kłopotu. Nie ma jednak żadnej wątpliwości, że gdyby takie Bibliobusy były, to przydałyby się na pewno. Jeżeli w krajach znacznie wcześniej rozwiniętych cywilizacyjnie były, i do tej pory działają, to nie ma powodów sądzić, że w Polsce byłoby inaczej. Potrzeba tylko środków i inicjatywy – ocenia Jan Burakowski.

Szczególne podziękowania dla Jana Burakowskiego – zastępcy dyrektora WBP w Olsztynie w latach 1975-85 oraz Andrzeja Borawskiego – kierowcy Bibliobusu w latach 1987-91.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Wrocław szuka przewoźnika dla linii podmiejskich

Komunikacja

Wrocław szuka przewoźnika dla linii podmiejskich

Jakub Dybalski 12 kwietnia 2016

Solaris ma już 20 lat

Komunikacja

Solaris ma już 20 lat

jd/inf. pras. 22 marca 2016

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury IAB Polska ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5