Partnerzy serwisu:
PARTNER DZIAŁU


Komunikacja

Dziewczyna za kółkiem autobusu

Dalej Wstecz
Autor:

Jakub Dybalski

Data publikacji:
2014-03-08 09:32
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Dziewczyna za kółkiem autobusu
fot. Jakub DybalskiKamila Balicka
– Biegnie jakiś człowiek. Wpadł do autobusu i na jednym wdechu rzucił: „Dziękuję… O Boże! Kobieta za kierownicą!”. Po chwili dodał: „Wie pani… pani wygląda jak Sandra Bullock w Speed”. Odpowiedziałam, że mam nadzieję, że nie wyglądam na tak przerażoną jak ona – mówi Kamila Balicka, jedna z niewielu kobiet, które w Warszawie prowadzą autobus.

Na pierwszy rzut oka nigdy nie pomyślelibyście, że na co dzień prowadzi osiemnastometrowy pojazd i odpowiada za bezpieczeństwo kilkudziesięciu osób, które w nim podróżują. Naprzeciwko mnie w kawiarni usiadła bardzo ładna, szczupła i pewna siebie blondynka, dla której kierowanie autobusem to hobby. Praca też, ale może nie na całe życie. „Zobaczymy” – mówi.

Żywienie człowieka i… autobus

–Jeszcze w gimnazjum powiedziałam sobie, że kiedyś na pewno zrobię prawo jazdy na autobus – zaczyna.

Łatwo nie było. W sumie koszt takiego prawa jazdy to ok. 7 tys. zł, nie licząc nauki i związanego z nią stresu. Balicka studiowała, więc w zdobyciu uprawnień nie mógł jej pomóc urząd pracy. Pieniądze musiała wyłożyć z własnej kieszeni. – Ale się uwzięłam – wyjaśnia.

Studiowała… żywienie człowieka i konsumpcję, ale na samo wspomnienie o pracy na stołówce się krzywi. Zresztą potem, już w czasie pracy za kółkiem, zdobyła dyplom z logistyki. Bo choć lubi pracę jako kierowca, to w przyszłości widzi się w firmie przewozowej jako spedytor, lub dyspozytor. Raczej w biurze, a za kółkiem – od czasu do czasu, jak będzie okazja. Ale od razu dodaje, ze z MZA na razie nie ma zamiaru się rozstawać.

Zaczęło się wiosną 2012 r. Miała szczęście, bo ledwo skończyła kurs, przyjmowano do pracy w MZA. Trafiła do zajezdni na Woronicza. Nowi kierowcy nie od razu dostają autobus we własne, niekontrolowane przez nikogo, ręce. Przez tydzień jeżdżą pod okiem z tzw. patrona. Balicka wspomina, że jednego z kandydatów po pierwszym dniu odesłano z powrotem na naukę jazdy.

– Pierwszego dnia miałam przyjść do pracy na czwartą rano. W ogóle nie położyłam się spać. Przyjechałam godzinę wcześniej. Weszłam do dyspozytorni, powiedziałam „dzień dobry” i… cisza, jak makiem zasiał – wspomina.

– Oczywiście wcześniej wszędzie proszono mnie o przepustkę, bo nikt nie wiedział, co to za dziewczyna chodzi po zajezdni. Z biegiem czasu wszyscy zaczęli się do mnie przyzwyczajać. Ale wtedy się stresowałam. Obeszłam cały plac, z nerwów nie mogłam nawet znaleźć mojego wozu. Potem bałam się, że nie dam rady stamtąd wyjechać. Poziom płynów, stan świateł, czyli coś co jest rutynowym postępowaniem przed wyjazdem, sprawdzałam trzy razy, żeby nikt mi nie powiedział, że robię to źle… – tłumaczy.

Oprócz niej za kierownicą w MZA pracuje jeszcze kilkanaście kobiet. Na 3 tys. kierowców. Ale Balicka nie traktuje zajezdni jako centrum towarzysko–rozrywkowego. – Staram się nie siedzieć na dyspozytorni długo. Przygotowuję wóz, piję kawę. Pogadam z tymi kierowcami, których znam. Nie mam natury do przesiadywania w pracy. Zresztą jak słucham niektórych kierowców opowiadających anegdoty to się zastanawiam, czy wzięli swoje historie z sufitu czy z nieba.

Polak nerwowy w godzinach szczytu

– Najbardziej lubię przegubowce. Największe są najprzyjemniejsze. To jest najfajniejsze w tej pracy. Prowadzenie. W ten sposób się relaksuję – wyjaśnia. – To nie jest trudne. Przy takim dużym pojeździe najważniejsze jest wyczucie. Ocena, czy w danym miejscu da się przejść, by w coś nie uderzyć, albo czegoś nie zarysować.

Gdy pytam o wycofane niedawno z użytku ikarusy, przyznaje, że to były niezniszczalne maszyny. – Choć czasem jak taki przyjeżdżał na zajezdnię to widać było jak jest sfatygowany. Ale taki solaris wjedzie w dziurę i już coś miga i się wyłącza. Kiedyś jechałam solbusem i jakaś pani wpadła mi w zamykane drzwi. To wystarczyło by się zepsuł. A w ikarusie co najwyżej mogło nie być prądu. Były mniej zawodne, bo mniej napakowane elektroniką – tłumaczy.

Przyznaje, że praca bywa niełatwa, a czasem stresująca. Trzeba mieć w małym palcu trasy wszystkich linii, bo kierowca dostaje grafik na miesiąc i codziennie może jeździć gdzie indziej. Kamila przyznaje, że na samym początku, gdy trafiła na linię podmiejską posiłkowała się… JakDojadę.pl, czyli internetowym serwisem pokazującym m.in. połączenia linii autobusowych. Sama nie lubi krótkich linii, np. 365, na której jeździ się w kółko i nie ma zbyt wiele czasu na nadrobienie strat.

– Bywają dni, kiedy pada, niewiele widać, wszyscy na ulicy jeżdżą jak chcą, piesi wchodzą pod koła. Wtedy można się zestresować. Są też miejsca, które powodują, że może być trochę bardziej nerwowo. Na Ząbkowskiej piesi chodzą we wszystkich kierunkach a i kierowcy na Pradze jakoś tak jeżdżą… bardziej swobodnie. No i tragedia jest na Nowym Świecie i na Krakowskim Przedmieściu. Tam powinno się albo restrykcyjnie pilnować przechodzenia wyłącznie po pasach, albo w ogóle wycofać autobusy – mówi, wspominając przypadki gdy ledwo uniknęła przejechania pieszego, beztrosko wchodzącego na jezdnię.

– Polacy są nerwowi w godzinach szczytu. Wtedy się czuje, że ktoś za późno wyszedł z domu i spóźni się do pracy, albo miał ciężki dzień w pracy i chce jak najszybciej wrócić do domu. Widać jak „skacze” po pasach i nie wiadomo właściwie co zaraz zrobi. A ja prowadzę osiemnastometrowy przegubowiec, którym w razie sytuacji stykowej nie ucieknę. Kilka razy słyszałam, że „pani przecież powinna zahamować…”

„Przepraszam za tego papierosa…”

Ale to co się dzieje na drodze, to tylko część pracy kierowcy. Drugą stanowią pasażerowie. Kamila ze śmiechem przyznaje, że ma w tym temacie doświadczenie, bo w czasie studiów pracowała jako pilot wycieczek zagranicznych. Z zazdrością patrzyła wtedy na kierowców, którzy nie tylko prowadzili, ale też nie musieli się przejmować specjalnie pasażerami. Jeździła ze studentami, którzy do najłatwiejszych turystów nie należą. I to ona musiała się nimi zajmować, a czasem użerać.

– Zdarzyła mi się kiedyś bójka w autobusie. Udało się namówić ludzi, by pomogli temu bitemu, ale i tak trzeba było szybko odjechać, bo tamci zaczęli gonić autobus… – mówi ze spokojem, który sprawia, że choć na pierwszy rzut oka nie wygląda, łatwo można sobie wyobrazić, że i w tak nerwowej sytuacji potrafi zachować zimną krew.

– Czasem ludzie nie słuchają tego co mówię. W takich przypadkach trzeba po prostu nastawić cały autobus przeciwko tej osobie. Trzeba sobie umieć radzić. Ostatnio ktoś ostentacyjnie palił papierosa przy samych drzwiach autobusu. Gdy wszyscy zaczęli mu zwracać uwagę, wyrzucił go, a potem przyszedł do mnie i powiedział „Wie pani co, chciałem panią przeprosić za tego papierosa”.

„O Boże! Kobieta!”

Moje pytania o niecodzienność sytuacji, w której kobieta kieruje autobusem wcale jej nie dziwią. Spotyka się z tym często i jak sama przyznaje, bawi ją to.

– Kiedyś do 519 wsiedli starsi państwo. Pani popatrzyła na mnie i powiedziała do męża: „Usiądźmy za kierowcą, w razie wypadku to zawsze bezpieczniej”. On wolał jednak usiąść gdzieś, gdzie miałby więcej miejsca na nogi, ale po chwili usłyszałam „Wiesz co, może wysiądźmy, starsi kierowcy jednak lepiej jeżdżą”. Miałam na końcu języka, że starszy kierowca może w czasie jazdy dostać zawału i umiejętności mu w niczym nie pomogą, ale dałam spokój. A to małżeństwo czekało na następny autobus dwadzieścia minut – wspomina.

– Ale to nie zdarza się często. Kiedyś jechałam 138. Było późno. Zauważyłam, że biegnie jakiś człowiek, więc na niego poczekałam. Wpadł i na jednym wdechu rzucił: „Dziękuję… O Boże! Kobieta za kierownicą!”. Po chwili dorzucił: „Wie pani… Pani wygląda jak Sandra Bullock w Speed”. Odpowiedziałam, że mam nadzieję, że nie wyglądam na tak przerażoną jak ona – mówi ze śmiechem.
Kamila przyznaje, że wiele osób staje przy kabinie i śledzi jej pracę. Dzieci, wiadomo, fascynuje to co się dzieje w czasie jazdy. Mężczyźni czasem patrzą jak sobie radzi za kółkiem. Ale cały czas zdarza się jej, że gdy podjeżdża na przystanek, budzi małą sensację.

– A przecież to, że mężczyzna prowadzi lepiej, to stereotyp. Wszyscy mi powtarzają, że dziewczyny jednak jeżdżą lepiej, ostrożnie i mniej nerwowo. Sama czasem jadąc do pracy, instynktownie obserwuję kierowcę i też mam takie wrażenie. Niedawno na pompach [na stacji paliw – red.] usłyszałam, że kobiety szybciej tankują – bo mniej przy tym gadają – dodaje.
I choć wprost tego nie przyzna, nie chodzi tylko o płeć za kierownicą. – Są dwie takie pętle – Witolin i Sadyba – na których wszyscy przychodzą do mnie pogadać, przeważnie o niczym, byle tylko pogadać. Niedawno jeden kierowca gapił się na mnie tak długo, że prawie w coś wjechał – śmieje się.

Chłopak z autobusu

– Czy coś mi jeszcze sprawia w tej pracy kłopot? Czy ja wiem… Może jeszcze niewystarczająca wiedza techniczna. Czasem jak jest awaria to potem zastanawiam się, czy może dało się tę sytuację rozwiązać nieco inaczej. Ale to kwestia ćwiczenia, stopniowego poznawania pojazdu, bo tak naprawdę nikt nas w MZA tego nie uczy – wyjaśnia.

Ale z tego, że realizuje pasję bardzo się cieszy. Jako pilot wycieczek bywała poza domem nawet tydzień, teraz jest w nim codziennie, choć pracując na popołudniową zmianę czasem rozstaje się z autobusem dopiero po północy.

Gdy pytam czy chłopak nie miał nic przeciwko, żeby pracowała jeżdżąc po nocy i narażając się na awanturujących się pasażerów, Kamila od razu na niego patrzy. Przysłuchuje się naszej rozmowie siedząc na krześle obok i tylko się uśmiecha.

– Ale my właśnie dzięki temu na siebie trafiliśmy – wyjaśnia. – Poznaliśmy się przez portal randkowy, gdzie wpisywało się swoje zainteresowania, wiec rzecz jasna wpisałam „transport” i „autobusy”. No i tak na siebie wpadliśmy. A po raz pierwszy spotkaliśmy się na pętli, gdy kończył pracę…

*– tytuł artykułu to jednocześnie tytuł facebookowej strony Kamili. Warto od czasu do czasu rzucić okiem i dowiedzieć się jak komunikacja miejska wygląda oczami kierowczyni.



Kobiety za kierownicą – męski świat?

Podziel się z innymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Jak WKD integruje transport, czyli autobus zaczeka na pociąg

Komunikacja

Jak WKD integruje transport, czyli autobus zaczeka na pociąg

Paweł Rydzyński 27 marca 2014

Kobiety za kierownicą – męski świat?

Prawo & Finanse

Kobiety za kierownicą – męski świat?

Witold Urbanowicz 07 marca 2014

Warszawa. MZA zamawia 10 autobusów elektrycznych

Prawo & Finanse

Warszawa. MZA zamawia 10 autobusów elektrycznych

Jakub Dybalski 05 lutego 2014

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5