Partnerzy serwisu:
Komunikacja

Bilet za jeden klik

Dalej Wstecz
Autor:

Jakub Dybalski

Data publikacji:
2015-05-17 09:02
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Bilet za jeden klik
pasażerowie w tramwajufot. Crusier, lic. CC BY-SA 3.0
– Warto by mieć w telefonie aplikację, która byłaby równie wygodna, jak zapytanie pani w kiosku: „Przepraszam, muszę podjechać dwa przystanki, jaki bilet mam kupić?” – mówi w rozmowie z Transportem–Publicznym.pl Ewa Filipiak, prezes IT–Trans, firmy oferującej nowoczesne technologie do zastosowania w transporcie publicznym.

Jakub Dybalski: Dlaczego Polacy nie są przekonani do kupowania biletów przez telefon?

Ewa Filipiak: Sama zadaję sobie codziennie to pytanie. O ile sprzedaż biletów przez Internet nie wygląda tak źle, to przez telefony komórkowe stanowi procent, może półtora procenta całości. To dotyczy przewoźników i kolejowych i autobusowych, prywatnych i publicznych. To zastanawiające przy współczesnym rozwoju technologii i zainteresowaniu nimi młodych ludzi. Gdy wejdziemy do autobusu prawie każdy ma wzrok wbity w smartfona. Mam wrażenie, że bierze się to trochę z braku kampanii skierowanej do pasażerów, której tematem generalnie byłaby komunikacja publiczna. Do tej pory uznawano, że autobusu, czy pociągu nie trzeba reklamować. Tymczasem warto pokazywać, że to sfera, która jest coraz bardziej nowoczesna i wygodna.

To się trochę zmienia. Warszawa bardzo chwali się swoim transportem publicznym, PKP Intercity reklamuje połączenia Pendolino…

Tylko, że to wszystko dzieje się najwyżej od kilku lat. Tymczasem niektóre nowoczesne rozwiązania w transporcie publicznym istniały już dekadę temu albo wcześniej. Tylko nikt wtedy nie myślał o tym, by w ten sposób przyciągać do siebie pasażerów. Stąd nasze opóźnienie. Gdyby np. pojechał pan do nieznanego sobie miasta i chciał się dowiedzieć jak i jaki kupić bilet na autobus, to nie miałby pan skąd.

Dzięki JakDojadę pewnie wiedziałbym dokąd jechać, ale po bilet poszedłbym do kiosku, bo nic innego nie przyszłoby mi do głowy…

Właśnie. Takich informacji pan raczej łatwo nie znajdzie. Trzeba by było trochę poszperać w Internecie. Tymczasem nikomu nie przychodzi do głowy, by wykorzystać do promocji i informacji na szeroką skalę media społecznościowe, czy popularne aplikacje. Przewoźnicy i organizatorzy transportu raczej tego nie robią. A szkoda, bo dzięki temu łatwiej byłoby promować nowe technologie.

To wystarczy, by ludzie zaczęli z nich korzystać?

Rozwiązanie musi być proste. Nikt nie będzie korzystał z aplikacji, która jest bardzo skomplikowana. My mamy w ofercie coś co jest szalenie łatwe, bo opiera się na beaconach instalowanych w pojazdach i na przystankach. Takie nadajniki automatycznie przekazywałyby informację do smartfona na jakim przystanku jest jego posiadacz, do jakiego autobusu czy tramwaju wchodzi, gdzie może w ten sposób dojechać, itp. To rozwiązanie powstało w Tel Awiwie, teraz jest testowane we Francji przez kolejowego przewoźnika SNCF.

Co musi zrobić pasażer?

Stworzyć swój profil w aplikacji, łącznie z danymi karty płatniczej i zdjęciem. Aplikacja zapewnia dostęp do różnych rodzajów biletów. Podczas kontroli pokazuje się kod QR wraz z wpisanym zdjęciem pasażera. Informacje o przysługujących ulgach i zniżkach są zapisane w centrali, więc nie ma konieczności pokazywania kontrolerowi dokumentu ze zdjęciem.

Czyli wsiadam do autobusu lub tramwaju i co?

I klika pan gdzie chce pan jechać, a aplikacja kupuje bilet z uwzględnieniem obowiązującej taryfy, zniżek, itp.

Wchodząc w skórę pasażera, trochę bym się bał, że nie do końca kontroluję ile wydaję…

Nie sądzę, żeby to był problem. Jeśli pasażer korzysta z biletu miesięcznego, to wie ile wyda. Jeśli z biletów jednorazowych, to po pierwsze ma w aplikacji cennik, a po drugie system wybierze najtańsze możliwe rozwiązanie. To nie jest tak, że wsiądziemy do autobusu, przejedziemy dwa przystanki i zostaniemy „skasowani” na 25 zł.

Kto w Polsce jest zainteresowany takim rozwiązaniem?

Chcemy zainteresować tym rozwiązaniem Warszawę, Gdańsk i Łódź. Z tym ostatnim miastem jesteśmy już po wstępnych rozmowach. Miasta z jednej strony są ciekawe, z drugiej podchodzą z rezerwą, głównie dlatego, że sprzedaż biletów przez telefony jest niska, więc mają opór przed wejściem w coś, co przyniesie im, jak się spodziewają, niewielkie zyski. A tak naprawdę nie wiązałoby się to dla nich z tak dużymi kosztami, bo choć początkowo zakładaliśmy sprzedawanie systemu, teraz proponujemy miastom outsourcing. Płaciłyby stałą opłatę, a poza tym nic innego by ich nie interesowało. Obsługa systemu, beacony, kable, działanie całości – za to odpowiadalibyśmy my.

Ile to kosztuje?

Trudno powiedzieć, bo wszystko zależy od klienta. Od tego ile ma pojazdów, na jakich liniach system miałby działać. Teoretycznie jeden beacon wystarczy na zwykły autobus, w przegubowym powinny być już dwa. Ale niektórzy przewoźnicy twierdzą, że dla świętego spokoju warto zainstalować po jednym przy każdych drzwiach. To wszystko wpływa na cenę.

Może urzędnicy traktują to rozwiązanie jako konkurencję dla kart miejskich. Jeśli można mieć bilet miesięczny w telefonie, albo niepotrzebna jest e–Portmonetka, to po co karta?

Trafił pan w sedno. Często firmy działające w tej branży proponują zarządom transportu miejskiego rozwiązania, które nie są dla nich korzystne. Chodzi o to, że są to rozwiązania zamknięte, do których trudno wprowadzić innowacje. Systemy na tyle hermetyczne, że z jednej strony uzależniają miasta od jednego dostawcy, z drugiej utrudniają skorzystanie z nowocześniejszych pomysłów, które okazują się być niekompatybilne. Jednocześnie nikt nie chce tworzyć systemu od nowa, bo to olbrzymie koszty.

Ale my staramy się jednak przekonać miasta, że warto, bo nasze rozwiązania są po prostu wygodne i korzystne dla pasażerów. Warto, żebyśmy się rozwijali, również w tej dziedzinie, a nie byli zwykle pięć kroków z tyłu. Nie bierzemy przykładu z krajów skandynawskich – Norwegii, Szwecji czy Danii – w których nowe technologie często przyjmowane są bardzo szybko. W Danii rząd zaproponował zwolnienie niektórych sklepów z obowiązku przyjmowania zapłaty w gotówce. To może doprowadzić w ogóle z rezygnacji z papierowego pieniądza, dlaczego więc nie zrezygnować z papierowych biletów? To rozwiązanie wygodne i ekologiczne. Nasza firma ma w ofercie też tablice zasilane panelami solarnymi. To kolejny przykład czegoś dużo prostszego niż rozwiązania dziś obowiązujące. Ogranicza pobór energii, nie wymaga instalowania metrów kabli, kłopotu nie mają urzędnicy, którzy nie muszą ustalać czyj to przystanek, na czyjej ziemi, którędy poprowadzić zasilanie, itp. To w oczywisty sposób upraszcza wszystkim życie.

Już zdążyłam się nauczyć, że będąc w Warszawie trzeba kupować bilet 20-minutowy. Ale kiedyś, w czasie kilku pierwszych przyjazdów, to była czarna magia. Byłam przyzwyczajona do komunikacji w Gdańsku, gdzie był system kilometrowy. Potem to się zmieniało w obu miastach. Ja się czułam zagubiona, więc i pasażer nieprzyzwyczajony do częstego jeżdżenia, albo w obcym mieście może mieć tak samo. Dobrze, że są panie w kiosku. One zawsze wytłumaczą co i jak. Warto by mieć w telefonie aplikację, która byłaby równie wygodna, jak zapytanie takiej pani w kiosku: „Przepraszam, muszę podjechać dwa przystanki, jaki bilet mam kupić?”.

Polacy przyzwyczają się do biletów elektronicznych?

Rozróżnijmy dwie rzeczy. Po pierwsze bilet online, który kupujemy przez Internet, a potem drukujemy, albo ściągamy na telefon. Po drugie bilet kupowany przez aplikację. Ten drugi, jak wspomniałam, to dziś niewielka część sprzedaży biletów. Ale przez internet kupujemy ich całkiem dużo, pewnie z kilkanaście procent. Dużo w ten sposób sprzedaje się biletów kolejowych, PolskiBus w ogóle nie ma kas stacjonarnych. Okazuje się, że można.

Ale to chyba jednak rozwiązanie głównie dla młodych?

Mamy doświadczenie w sprzedaży biletów online dla Przewozów Regionalnych. To zaskakujące, ale bardzo trudno wskazać jeden profil osoby, która korzysta z tego rozwiązania. Dotyczy to też wieku. Dużo osób starszych kupuje bilet przez internet. Oczywiście można się domyślać, że pomagają im dzieci, czy wnuki, ale jeśli pokażą jak to się robi, to przynajmniej niektórzy, będą to już potem robili sami. Przez pół roku, po uruchomieniu usługi mieliśmy rozgrzaną infolinię z mnóstwem pytań o szczegóły i z prośbami o rozwiązanie jakiegoś kłopotu. Po tym czasie infolinia się uspokoiła. Pasażerowie się nauczyli i przyzwyczaili do systemu.

Warto pamiętać, że pasażer, nawet jeśli na początku podchodzi do jakiegoś rozwiązania nieufnie, polubi je, jeśli będzie łatwe, a tym bardziej jeśli pozwoli mu na kupienie biletu taniej. Przewozy Regionalne oferowały wiele promocji na bilety dostępne przez internet. To zachęciło wielu do zarejestrowania się o kupowania w ten sposób. Pasażerowie zawsze wybiorą lepszą ofertę.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: Pl. Bankowy 2, 00-095 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Rynek Lotniczy Rynek Infrastruktury IAB Polska ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5