Partnerzy serwisu:

Warszawa. Progi na Sokratesa za kilka tygodni. Przebudowa za rok

Jakub Dybalski 23.10.2019

Warszawa. Progi na Sokratesa za kilka tygodni. Przebudowa za rok
fot. Pixabay
Miasto zorganizowało w środę konferencję po niedzielnym śmiertelnym wypadku przy ulicy Sokratesa, gdzie bmw pędzące 130 km/h przejechało na pasach młodego mężczyznę na oczach jego rodziny. – To niewyobrażalna tragedia. Jesteśmy urzędnikami, ale też ludźmi i nie możemy tego pojąć – mówią przedstawiciele miasta i zapowiadają zmiany.
– Ta tragedia jest niewyobrażalna dla kogoś, kto nie musiał czegoś takiego przeżywać – mówił przejętym głosem dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski. – To niepojęte, że wychodzi się na niedzielny spacer i z niego nie wraca – dodawał Michał Domaradzki, były policjant, a teraz szef Biura Polityki Mobilności i Transportu, któremu podlega ZDM. – Widziałem wiele wypadków, wiem, jak żyje potem rodzina kogoś, kto zginie. Jesteśmy urzędnikami, ale też ludźmi i takie sytuacje budzą ogromne emocje – tłumaczył. Kondolencje za pośrednictwem mediów złożył na konferencji wiceprezydent Robert Soszyński, odpowiedzialny za kwestie transportowe.

130 km/h...

Puchalski wyjaśnił, że w środę ok. południa, w miejscu niedzielnego wypadku na Sokratesa, odbyła się wizja lokalna. To wprowadzona od zeszłego roku w Warszawie praktyka, w ramach której urzędnicy wizytują każde miejsce śmiertelnego wypadku z udziałem pieszych.

– Wygląda na to, że ten kierowca jechał ok. 130 km/h. Widział pieszego, bo na miejscu są ślady hamowania, które zaczynają się już 30 m przed przejściem. Musiał więc zacząć hamować jakieś 60 metrów od niego, ale przy takiej prędkości nie było możliwości, by się zatrzymał – wyjaśniał Puchalski. Nie zawahał się użyć określenia „morderstwo”.

– Cały wypadek jest zarejestrowany na monitoringu. Na Sokratesa widoczność jest bardzo dobra, nawierzchnia też jest w dobrym stanie. W dodatku można powiedzieć, że sąsiad zabił sąsiada, bo kierowca mieszka na ulicy obok, jest mechanikiem i prawdopodobnie sam przerabiał auto, nie wiadomo czy w ogóle legalnie – tłumaczył.

– Gdy dziś tam byliśmy podchodzili do nas ludzie. M.in. osoba, która była świadkiem tego wypadku i widziała jak chwilę wcześniej z poprzednich świateł to bmw ruszało z piskiem opon. Niestety ta osoba nie chce zeznawać w sądzie, a to bardzo ważne. Ktoś, kto jedzie w mieście 130 km/h przejmuje w swoje ręce życie innych ludzi. Jeśli komukolwiek przychodzi do głowy by się tak rozpędzać, rodzaj infrastruktury ma drugorzędne znaczenie – mówił.

Niedługo progi, docelowo kompletna przebudowa

Wiceprezydent Soszyński i dyrektor Domaradzki nie mówili wiele. Za to Puchalski krok po kroku wyjaśniał, co się na Sokratesa zmieni i co się zmieniało lub nie zmieniało wcześniej i dlaczego.

Przede wszystkim w ciągu kilku tygodni (nawet dwóch, trzech) na Sokratesa zostaną zamontowane progi zwalniające przy każdym przejściu dla pieszych. Docelowo ulica ma zostać zwężona do jednego pasa ruchu w każdym kierunku z dodatkowymi lewoskrętami, zostaną poszerzone wysepki dla pieszych, powstaną pasy do parkowania przy krawężnikach, w ramach programu SOWA zostanie wymienione oświetlenie, plus znajdą się tam progi i elementy uspokojenia ruchu. – Na ten cel ZDM wystąpił do rady Warszawy o dodatkowe 10 mln zł, nie sądzę, by radni odmówili, będziemy mogli uruchomić postępowanie na projekt i w przyszłym roku może zostać wbita łopata – tłumaczył szef ZDM.

W środę po południu prezydent Rafał Trzaskowski napisał na Facebooku, że polecił przesunąć środki budżetowe tak, by przeprowadzić gruntowną modernizację ulicy. „Niedzielna tragedia wstrząsnęła mną tak jak wszystkimi mieszkańcami Warszawy. Myślami jestem z rodziną ofiary, którą dotknęło niewyobrażalne nieszczęście. Nie zabierałem głosu wcześniej, bo chciałem poznać wszystkie fakty. Emocje – najbardziej szlachetne – nie sprzyjają procesowi podejmowania decyzji” – napisał.

Można było "wykorzystać" deweloperów

Puchalski odpowiadał też na zarzuty wobec urzędników.

– W 2014 r. mieliśmy wniosek mieszkańców o sygnalizację świetlną. Odmówiliśmy. Chodzi o to, że w Warszawie jest 4,5 tys. przejść bez sygnalizacji i ok. 900 z sygnalizacją. Podobnych próśb jest wiele, a każde nowe „światła” to koszt 1–1,5 mln zł. Musimy wybierać. Przy ocenie kierujemy się wytycznymi Ministerstwa Infrastruktury, a w nich jednym z najważniejszych elementów jest liczba wypadków w trzech poprzednich latach, czyli w tym wypadku w latach 2011–14, gdy po północnej stronie Sokratesa jeszcze nie było tylu budynków – wyjaśniał.

Dodał, że sygnalizacja świetlna wbrew powszechnemu odczuciu nie podnosi bezpieczeństwa, zwłaszcza w sytuacjach, gdy ktoś pędzi z taką prędkością przez miasto. Przytoczył dane z 2018 r. gdy na przejściach dla pieszych zginęło w Warszawie 15 osób, z czego 10 na przejściach z sygnalizacją, choć jest ich kilkakrotnie mniej. W tym tylko cztery osoby zostały przejechane przechodząc na czerwonym. Sześć zginęło gdy mieli zielone światło.

Puchalski przyznał też, że niedawno w budżecie partycypacyjnym wygrał projekt wytyczenia jeszcze jednego przejścia na Sokratesa. Projekt jest gotowy, ale wciąż nierealizowany. – Chcieliśmy z nim poczekać, bo wytyczenie tego przejścia wymaga doświetlenia. Chcieliśmy to zrobić przy okazji pełnej wymiany oświetlenia w ramach programu SOWA, zamiast niedługo wcześniej budować oświetlenie osobno – tłumaczył.

Pytany o to, czy nie zaniechano możliwości zmiany profilu ulicy Sokratesa, gdy powstawały tam nowe budynki mieszkalne i deweloperzy zwracali się do miasta o potrzebną dokumentację i wytyczne, zamiast teraz szukać minimum 10 mln zł, przyznał, że tak.

– Rzeczywiście miasto powinno lepiej wykorzystywać pieniądze prywatne do takich rzeczy. Wtedy za pieniądze deweloperów wyrównano chodnik, naprawiono drogę rowerową. Ale teraz musimy inaczej do tego podchodzić, i już rozmawialiśmy z Biurem Mobilności, by zmienić zasady postępowania w takich sytuacjach – zaznaczał.

Urzędnicy obecni w niedzielę na konferencji przypominali, że coroczna liczba ofiar pieszych wypadków w Warszawie sukcesywnie i wyraźnie spada (od 2013 do 2018 roku prawie o połowę, choć w skali kraju w tym czasie raptem o 11 proc.). W zeszłym roku były to 24 osoby. W tym roku to już 15 takich osób i jak wszyscy podkreślali, o 15 za dużo.

Czytaj też: Wiceminister infrastruktury: Wyższe mandaty? Tak. Pierwszeństwo pieszych. Nie

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Odzyskiwanie przestrzeni
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony