Partnerzy serwisu:

Transport w regionach – umożliwić, potem wymagać

Dominik Wójcik 07.05.2018

Transport w regionach – umożliwić, potem wymagać
fot. Whgler, lic. CC BY-SA 4.0
Od 2007 r. trwają usilne starania ustawodawcy o ucywilizowanie transportu zbiorowego w Polsce. O ile w miastach wyszło w miarę dobrze, to w regionach wyglądają one jak w zabawa w ciuciubabkę – na oślep próbuje się złapać właściwe rozwiązanie problemu.
Obowiązująca od 2007 r. ustawa o publicznym transporcie zbiorowym (ustawa ptz) zdefiniowała role na scenie zbiorowego transportu ludności. Od tamtej pory wyróżnia się organizatora kierującego się interesem podróżnych oraz operatora kierującego się interesem ekonomicznym.

Pogodzić sprzeczne interesy

Było to konieczne, bo od 1991 r. niemal we wszystkich miastach lokalne zakłady komunikacji miejskiej zostały przekształcone w spółki prawa handlowego, które muszą dążyć do osiągnięcia zysku. Tego zaś nie można osiągnąć, zaspokajając potrzeby mobilności ludności. W efekcie rozkłady jazdy były układane pod interes lokalnego MPK. Po podziale w dużej mierze to potrzeby transportowe zostały zaspokojone, z kolei interes ekonomiczny operatora zależy od umowy z organizatorem.

Tyle w miastach. W terenie zaś nadal trwa anarchia, a skomunikowanie mieszkańców pomniejszych i najmniejszych miejscowości zależy od interesu lokalnych przewoźników skupiających się na jego podstawie na głównych ciągach komunikacyjnych.

Próby i starania

Ustawa ptz od samego początku przewidywała uporządkowanie kwestii komunikacji poza miastami. Omawiająca ją część aktu objęta była wydłużonym vacatio legis odkładającym wejście go w życie w 2017 roku.

Termin ten był wielokrotnie przesuwany między innymi z powodu powolnego przygotowywania się samorządów. Nie można się temu dziwić, bowiem samorządy ziemskie zazwyczaj nigdy nie zajmowały się komunikacją – ta po prostu „była”. To postawa pokutuje do dziś, mimo upływu niemal 30 lat od transformacji gospodarczej kraju, o czym przekonał się ostatnio prezes PKS Częstochowa samodzielnie próbujący wyegzekwować od gmin jakiekolwiek zainteresowanie transportem.

Obecny rząd od początku kadencji próbuje zaimplementować różne zmiany w ustawie ptz. Propozycje były bardziej lub mniej szczęśliwe. Wszystkie łączy jedno – to komplikowanie prostej sprawy. Chodzi o zapewnienie transportu wszystkim. Zamiast więc dokładać należałoby ująć elementów w celu uproszczenia potrzebnej regulacji.

Ulżyć usłudze publicznej

Niezrozumiałym jest traktowanie dostawców usług o charakterze użyteczności publicznej na równi z komercyjnymi. Niby konstytucja to nakazuje, ale nielogicznym jest np. kupowanie przez operatora paliwa z pełnym obłożeniem podatkowym zasilającym budżety publiczne, z których to budżetów później kupowane są usługi transportu. Obsługa transakcji ciągnie za sobą koszty. Czy w dobrze pojętym interesie publicznym nie byłoby unikanie takich samonapędzających się wydatków celem ochrony publicznych środków?

Wypadałoby postulować zwolnienie zakupu paliw dla obsługi transportu publicznego ze wszelkich akcyz i innych podatków. Podobnie z winietami i innymi opłatami. W efekcie organizatorzy będą mogli kupić więcej tańszych wozokilometrów.

Autobus z przyczepą

Problemem bywa dostosowanie pojemności autobusów. Często przewoźnik staje w obliczu dysponowania kilkoma pojazdami różnych gabarytów celem obsługi zróżnicowanych względem czasu potoków. A dlaczego w tym kraju od niedawna nie wolno wozić ludzi w dostosowanych do tego przyczepach? Na zachodzie nadal są stosowane i reprezentują one lepszy standard od wysłużonych autobusów wielu polskich komunalnych autobusów miejskich. Jaki problem ponownie je dopuścić? Zastosowanie z pewnością znajdą szybko.



Takich drobiazgów jest wiele i wystarczy je usunąć, aby obsługa połączeń publicznych stała się opłacalna oraz mniej obciążająca budżety. Wtedy też przewoźnicy zechcą być operatorami na wszystkich liniach dobrowolnie, a nie pod „pakietowym przymusem”.

Wszechobecny i niedostrzegany

A co z miejscami, gdzie nie zjawi się żaden chętny do przewozów? W atrakcyjne ekonomicznie miejsca dojeżdżają wszyscy przewoźnicy, w nieatrakcyjne już niewielu lub żaden. We wszystkich jednak obecna jest firma, która i tak musi tam dotrzeć niezależnie od zagęszczenia mieszkańców. To... poczta.

Pomysł na „wysyłanie mieszkańca pocztą” nie jest nowatorski. Takie kraje jak Austria, Szwecja, Szwajcaria, czy Wielka Brytania posiadają system transportu poza miastami (niekiedy też i w miastach) oparty o pocztę. Autobusy z napisem Postbus wożą mieszkańców niemal w pustkowia tak samo, jak przesyłki. W Szwajcarii wrosły one w pejzaż krajobrazów, zakorzeniając się w powszechnej świadomości mieszkańców razem z charakterystyczną sekwencją dźwiękową klaksonów. W Szwecji można spotkać pocztowe autobuso-ciężarówki (pot.: Skvader).



Poczta ma infrastrukturę i pracowników. Baza startowa jest. I już można wyobrazić sobie widok czerwonego autobusu z żółtym pasem i trąbką mknącego pośród złotych łanów pól, czy przez zielone lasy.

Dedykuję decydentom pod rozwagę.
Podziel się ze znajomymi:
 
 
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony