Partnerzy serwisu:

Rząd chce rozdać miliony na linie autobusowe. Czy gminy zechcą?

Jakub Dybalski 12.05.2019

Rząd chce rozdać miliony na linie autobusowe. Czy gminy zechcą?
fot. Lichen99, lic. CC BY-SA 3.0 pl
Około 2/3 samorządów gminnych w Polsce, znajdujących się poza aglomeracjami, do których teoretycznie ma być skierowana rządowa pomoc na odbudowę lokalnych połączeń autobusowych… w ogóle nie widzi potrzeby finansowania transportu zbiorowego. Nieprzedyskutowany problem z „ustawą pekaesową” może polegać na tym, że nie będzie chętnych by z niej skorzystać.
W tym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy o Funduszu rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej, czyli tej, która pozwoli mu wydawać 800 mln zł rocznie na dofinansowanie połączeń autobusowych na prowincji. Problem jest ogromny. Mniej więcej 1/4 sołectw w Polsce nie ma żadnych połączeń transportem publicznym, nie licząc gimbusów. Wykluczenie transportowe dotyka kilkunastu milionów ludzi, którzy albo są skazani na własny samochód, albo na siedzenie w domu.

Choć problem narasta od lat, to rząd PiS zdał sobie z niego sprawę przed wyborami. Projektowany fundusz budzi wiele zastrzeżeń, co do skuteczności w rozwiązaniu problemu wykluczenia transportowego, ale po raz pierwszy rządzący cokolwiek w tej sprawie robią. Tylko dla kogo?

1411 gmin nie widzi potrzeby finansowania autobusów

Zdecydowana większość wójtów nie widzi bowiem sensu organizowania jakiegokolwiek transportu publicznego. W środę, podczas zorganizowanej przez Polski Instytut Ekonomiczny debaty o wykluczeniu transportowym, stosowne liczby przedstawiła prof. Monika Stanny, szefowa Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk. Od 2014 r. regularnie przeprowadza ankiety w ramach projektu Monitoring Rozwoju Obszarów Wiejskich, jego częścią jest badanie wykluczenia transportowego.



Według zaprezentowanych w środę danych z 2018 r., spośród ponad 2 tys. gmin położonych poza aglomeracjami, zaledwie 567 gmin deklaruje finansowanie w jakiejkolwiek wysokości lokalnego transportu zbiorowego. Aż 1606 gmin tego nie robi. Te dane nie zmieniły się zbytnio w ciągu dwóch lat (ankietę wcześniej przeprowadzono w 2016 r., wtedy dopłacanie do komunikacji deklarowały 564 gminy). Na pytanie, czy widzą potrzebę finansowania lokalnego transportu zbiorowego aż 1411 gmin odpowiedziało „nie”.

Niedawno „Gazeta Wyborcza” informowała, że upadający PKS Gniezno wysłał pismo z propozycją dopłat do wszystkich gmin powiatu gnieźnieńskiego i wrzesińskiego. Nie można napisać, że nikt się nie zgodził. Po prostu nikt nie odpowiedział.

– Problem w tym, że w Polsce nie wiadomo, kto jest za co odpowiedzialny. Niby w przepisach jest wyjaśnione, kto powinien transport organizować, ale jednoznaczne wskazanie odpowiedzialności dotyczy tylko ministra infrastruktury, który odpowiada za długodystansowe połączenia kolejowe i marszałków województw odpowiadających za koleje wojewódzkie – zauważył Michał Beim, ekspert klubu Jagiellońskiego. Przykłady takie jak powiat lipnowski, który niedawno samodzielnie zorganizował bardzo dobrze działającą komunikację powiatową, bo lokalni urzędnicy uznali, że to szansa na rozwój, są sporadyczne.

Wójtowie mogą więc uznać, że autobusy to nie ich sprawa.

Czechy niedoścignionym wzorem

Tymczasem, jak wskazywał Beim, np. w Czechach kilka lat temu ustalono ustawowe minimum. Do każdego odpowiednika sołectwa, przynajmniej dwa razy dziennie musi dojechać autobus (w godzinach ustalonych z lokalną społecznością). Przy czym jest to minimum, rzadko osiągane (połączenia autobusowe są dużo częstsze), ustalone z powodu kryzysu finansowego i potrzeby oszczędności w samorządach. Na wszelki wypadek określono granicę, do której w ostateczności można się posunąć.
– To co w Czechach jest ostateczną granicą, w Polsce byłoby bardzo pożądanym standardem – zaznaczył Beim.

Efekt jest katastrofalny. Prof. Stanny wyliczała, że średnio czas dojazdu z siedziby gminy do siedziby powiatu to w Polsce ok. 20 minut. Ale już dojazd z gminy do siedziby województwa to średnio 80 minut.

– Różnice są zresztą bardzo duże. Dojazd do siedziby powiatu może zająć 5 minut, ale może też ponad 80 minut. Z kolei w zachodniopomorskiem są gminy, z których dojazd do Szczecina zajmuje ponad 4 godziny – zaznaczała.

Wtórował jej Dominic Patella, który na zlecenie Banku Światowego szefuje w tamtym rejonie (w powiatach: drawskim, łobeskim i świdwińskim) projektowi transportowemu. Ma on zapewnić lokalnym samorządom dane do zreorganizowania transportu publicznego. Wskazywał, ze transport publiczny na tym obszarze jest, ale rzadki i nieregularny. Co więcej – na co często nie zwraca się uwagi – bardzo drogi.

Według zebranych danych, ale pasujących do większości pozamiejskich rejonów w Polsce, podróż do 25 kilometrów to jednorazowy wydatek na bilety średnio 8–10 zł. Bilet lub bilety miesięczne to wydatek często przekraczający 250 zł na osobę. Dla porównania bilet miesięczny kosztuje mieszkańca Warszawy 98 zł.

Rządowe pieniądze – według planów 800 mln zł rocznie, a w tym roku 300 mln zł – mają zmienić ten stan rzeczy. System zakłada jednak współpracę lokalnego samorządu, który sam musi dopłacić do dofinansowanego połączenia autobusowego co najmniej 10 proc. ceny usługi. To może być bardzo trudne, jeśli 2/3 gmin do tej pory nie widziało takiej potrzeby.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Wykluczenie transportowe
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony