Partnerzy serwisu:

Pańszczyzna, coworking i rewolucja

Jakub Dybalski 05.04.2020

Pańszczyzna, coworking i rewolucja
fot. Łukasz Malinowski
Książka Joanny Erbel „Poza własnością. W stronę udanej polityki mieszkaniowej” udowadnia nam jak niewiele wiemy o czymś, co wydaje się najbardziej prywatnym i dobrze znanym elementem codziennego życia – własnym mieszkaniu.
Wyobraźcie sobie, że Polacy wydają na mieszkanie średnio 18,5 proc. dochodu. Joanna Erbel szybko dopowiada, że to jak w znanym happeningu, w którym Młodzi Socjaliści w Łodzi wystąpili z tekturowym Janem Kulczykiem i zapewniali, że „średnio powodzi im się świetnie”.

Okazuje się bowiem, że coś tak podstawowego i przyziemnego jak mieszkanie, dom, lokum - jakiegokolwiek określenia byśmy użyli - występuje w takiej wielości wariantów, że mówienie o jakimkolwiek modelu mieszkaniowym, to fikcja. Co więcej, na świecie możemy mówić o różnorodności. Mieszkaniowa Polska to dżungla.

Mieszkanie za nie wiadomo ile

Joanna Erbel to zresztą postać nietypowa. Aktywistka miejska zakochana w idei społeczności lokalnych, socjolożka, swego czasu kandydatka na prezydentkę Warszawy, potem odpowiedzialna w ratuszu za przygotowanie strategii mieszkaniowej stolicy, dziś szefuje Biuru Innowacji w PFR Nieruchomości. Mieszkanka Górnego Mokotowa, rowerzystka, gdy pisze o zaletach mieszkania w zielonej, pełnej uśmiechających się do siebie sąsiadów i zadowolonych z życia kelnerów w kawiarniach, brzmi jak stereotypowy amator latte z placu Zbawiciela. A przy okazji adresat zazdrości i złości milionów, którzy na takie warunki mieszkania nie mają szans.

Tyle, że Erbel broni się wiedzą i zgłębieniem tematu. Opisuje i pokazuje nam problem, o którym wszyscy wiedzą, bo znają dotyczący ich samych wycinek problemu, ale do tej pory nie mieli obrazu całości polskiego mieszkalnictwa. „Poza własnością…” to imponujący przegląd tego jak mieszkamy, ale też próba zaproponowania, jak możemy mieszkać. Książka dostarcza multum informacji (momentami czyta się ją jak pracę doktorską), a jednocześnie otwiera oczy i udowadnia, że nie musi tak być.

Bo co wiemy? Wiemy że standardowy model, jaki od lat się nam proponuje, to „weź kredyt, kup mieszkanie, żyj w nim do śmierci”. Wiemy też, że w rzeczywistości, ta opisana w uproszczeniu pańszczyzna, jest marzeniem (!) niedostępnym większości Polaków, którzy chcą zdobyć lokum. Wiemy też że żyjemy w kraju skrajnych – podkreślmy, skrajnych – nierówności mieszkaniowych. Na Olimpie są ci szczęśliwcy, którzy po dziadkach odziedziczyli mieszkanie na Żoliborzu. Oni są ustawieni do końca życia. Reszta ma gorzej.
Opisywana w książce Karolina żyła z przypadkowymi ludźmi w czteropokojowym mieszkaniu, ale po roku nie wytrzymała i wynajęła za 2 tys. zł kawalerkę. Maria i Tomek z trójką dzieci i z psem mieszkali na 54 metrach na kredyt i kosztowało ich to 3 tys. zł miesięcznie. Mieszkali, bo z trzecim dzieckiem musieli się wyprowadzić. Dziś wynajmują Oli i Paulinie za 3,2 tys. zł. Nijak nie zarabiają – zarabia bank – a oni w praktyce będą właścicielami mieszkania za 21 lat. W kamienicy obok takie samo mieszkanie mają Kasia i Marek, którzy dostali je od rodziców. Ponieważ wspólnota pilnuje niskich czynszów, koszt to kilkaset złotych miesięcznie.

Ile powinno kosztować wynajęcie metra kwadratowego mieszkania? W książce odpowiedzi nie znajdziecie, bo nikt tego nie wie. Reguluje to „niewidzialna ręka rynku”? Guzik reguluje. Ceny wahają się od Sasa do Lasa i są efektem widzimisię.

Absurdów pokazujących, że dwa mieszkania w tym samym miejscu, z przyczyn zupełnie przypadkowych, mogą powodować skrajnie różne obciążenia dla mieszkających, jest w książce więcej. „Co z tego?” - zapytacie. „Przecież to normalne, że ktoś jest właścicielem, a ktoś nie jest!” – zakrzykniecie. Rzecz w tym, że fakt, że ktoś w Polsce jest właścicielem mieszkania, a ktoś nie jest, również jest w dużej mierze kompletnie przypadkowe.

Karierowicze

Ale „Poza własnością…” to nie tylko przegląd sytuacji, a sam tytuł oczywiście nie jest przypadkowy. Autorka nie tylko przekonuje, że powiązanie mieszkania (w sensie zamieszkiwania) z własnością mieszkania jest społecznie, kulturowo i ekonomicznie szkodliwe, ale przekonuje, że na dłuższą metę to nie do utrzymania.

Naturalnym bowiem jest zjawisko „kariery mieszkaniowej”. Ktoś w czasie studiów może przemęczyć się w pokoju w akademiku, ale po ślubie warto mieć już mieszkanie dla siebie. Niekoniecznie duże, ale gdy urodzą się dzieci, przydałoby się większe. Gdy dzieci dorosną, znów niepotrzebne jest tak duże jak wcześniej. A w czasie całego życia konieczność zmiany adresu, może być spowodowana rozmaitymi zmianami życiowymi, z nową pracą na czele, choć nie tylko. Powodów mogą być dziesiątki.
Na liberalnym rynku mieszkaniowym opartym na własności niestety bardzo mało jest wolności. Kariera mieszkaniowa jak powyżej z 30-letnim kredytem na 45-metrowe mieszkanie? Powodzenia...

Erbel każe czytelnikowi zastanawiać się jak chce mieszkać. Każe mu zadawać sobie pytania. Ile czasu spędzam w mieszkaniu? Do czego to mieszkanie wykorzystuję? Czego potrzebuję w okolicy? Czego potrzebuję w budynku? Gdzie jeżdżę, jak i jak często? Czy tak samo odpowiem sobie na te pytania za 5 lat. A za 20 lat? I w efekcie mamy sobie odpowiedzieć na pytanie jakiego mieszkania potrzebuję. Bardzo często okazuje się, że odpowiedź „takiego z moim nazwiskiem na akcie notarialnym” nie jest najważniejsza.

„Czy” czy „kiedy”?

Autorka istotną część książki poświęca też na odpowiedź na pytanie, jak budować (co nie dziwi, w końcu zajmuje się tym zawodowo), a raczej jakich mieszkań będziemy potrzebowali w niedalekiej przyszłości. Może coraz istotniejszym elementem będzie ich funkcjonalność rozumiana jako ułatwienie pracy, czy spędzania wolnego czasu. Może przyszłością są osobne części o funkcjach czysto mieszkaniowych, przy rozbudowanych częściach wspólnych. Może pracujący z domu – a tych coraz częściej – zamiast przesiadywać w Starbucksie, będą przesiadywać w coworkingowej przestrzeni, w której można też umieścić salę zabaw, albo kino dla całego budynku? Takie inwestycje już powstają.

Warto sięgnąć po „Poza własnością…” bo autorka nienachalnie pokazuje, że można inaczej, a przede wszystkim dlaczego warto do tego dążyć. Rzecz jasna, nie wystarczy krzyknąć „wynajmujcie!”, bo dziś nie ma czego i nie ma za co, a zbudowanie mieszkań mogących stanowić „masę krytyczną”, która zapoczątkuje zmiany wymaga m.in. czasu. Erbel w istocie wzywa do rewolucji w polityce mieszkaniowej i kreśli jej jasną wizję. Wszyscy boimy się rewolucji, ale czy jest czego bronić?

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Odzyskiwanie przestrzeni
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony