Partnerzy serwisu:

Pandemia zmieni miasta. Więcej zieleni, mniej samochodów

Łukasz Malinowski 11.07.2020

Pandemia zmieni miasta. Więcej zieleni, mniej samochodów
fot. WU
Życie w czasach koronawirusa pokazuje, że podejście do planowania miast musi się zmienić. Powinny one sprzyjać zdrowiu mieszkańców, a to oznacza, że większy nacisk musi zostać położony na rozwiązania sprzyjające pieszym i rowerzystom.
O tym, że życie w miastach po pandemii nie będzie już takie samo przekonuje się coraz więcej osób. Na pierwszy plan wysuwa się bowiem, szkoda jednak, że dopiero teraz, dbałość o życie i zdrowie mieszkańców. W najbardziej interesujących nas aspektach transportowych oznacza to nowe podejście do przestrzeni wspólnych.

W wielu miastach na całym świecie zareagowano dość szybko. Wśród najczęściej wdrażanych było uruchamianie tymczasowych dróg rowerowych, np. na wydzielonych pasach samochodowych, zamykanie ulic i udostępnienie ich okolicznym mieszkańcom, ograniczanie ruchu kołowego. Zmian takich dokonywały Berlin, Wiedeń, Paryż, Budapeszt, Nowy Jork, Bogota.

Po zdrowie tylko rowerem

– Ruch rowerowy jest natomiast głównym wygranym pandemii na całym świecie – przyznaje dr Michał Beim z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. – Nie tylko pozwala zachowywać dystans fizyczny, ale korzystanie z niego zapewnia lepszą kondycję, a w konsekwencji i odporność organizmu. Obecnie nawet nie chodzi o to, aby promować ruch rowerowy, dzieje się to samo, ale tworzyć warunki rozwoju dla rosnącego popytu! – dodaje.

W Polsce zakrojone na szerszą skalę działania w okresie pandemii podjął niestety tylko Kraków. Dodatkowo z nie do końca jasnych powodów zabronione przez wiele tygodni było korzystanie z systemów rowerów miejskich. Gdy cały świat zachęcał do przesiadki na rower i obniżał ceny lub udostępniał miejskie systemy za darmo, nad Wisłą można było swobodnie jeździć na hulajnogach…

– Choć pierwsze „covidowe” drogi rowerowe powstające na całym świecie miały dać alternatywę osobom czasowo rezygnującym z transportu publicznego, to ukazały ogromny potencjał tej formy przemieszczania się. Tymczasowe drogi rowerowe są traktowane jak pewien eksperyment urbanistyczny, którego efektem może być wdrożenie stałych rozwiązań – mówi Beim.

Zwraca przy tym uwagę na to, że skutkiem pandemii jest to, że ludzie zaczęli zwracać większą uwagę na stan zdrowia ogólnie. Ruch rowerowy wychodzi naprzeciw tym potrzebom. – Równocześnie wzrost znaczenia ruchu rowerowego to mniejsze zanieczyszczenia w miastach. Weryfikowane są obecnie hipotezy naukowe, iż rozwojowi COVID-19 i ciężkości przebiegu znacząco sprzyja smog. Jeśli by się to potwierdziło, będą dalsze naukowe przesłanki dla działań na rzecz poprawy warunków ruchu rowerowego i pieszego – wyjaśnia naukowiec.

Nowa myślenie o przestrzeni

– Należy pamiętać jednak, że planowanie przestrzenne uwzględniające zdrowie mieszkańców to nie tylko ograniczanie ruchu samochodowego. To również kwestie zacienienia w czasie największych upałów, a wiele ulic polskich miast kompletnie jest pozbawione drzew. Cienia nie ma na wielu ważnych węzłach przesiadkowych, np. na Rondzie Mogilskim w Krakowie czy na Kaponierze w Poznaniu. Mam nadzieję, że pandemia przyczyni się do zmiany myślenia wśród włodarzy polskich miast – przyznaje Beim.

Wzrost zainteresowania rowerem w czasie pandemii w wielu światowych metropoliach idzie w parze z trwającymi od lat działaniami na rzecz ograniczenia roli samochodu czy poprawy jakości powietrza. Kilka dni temu na kolejną kadencję mera Paryża wybrana został Anne Hidalgo. Jednym z jej wyborczych haseł było uczynienie stolicy Francji „piętnastominutowym”, w którym dostęp do podstawowych usług będzie zawsze w zasięgu krótkiego spaceru.

Na zmiany zareagował także rynek. Pojawiły się firmy oferujące najem długoterminowy, takie jak holenderski Swapfiets działający także na rynku belgijskim, niemieckim i duńskim, czy nasz krajowy Kross Rental. – Biznes zmianę dostrzegł. Warto, aby to zrobiły też samorządy – dorzuca Beim.

Niestety są też i negatywne efekty pandemii. W części państw, tym w Polsce, wprowadzono daleko idące i wydaje się, że niepotrzebne obostrzenia w zakresie liczby osób mogących korzystać z transportu publicznego. To spowodowało negatywne nastawienie części społeczeństwa i będzie oznaczało konieczność odbudowy zaufania do komunikacji miejskiej.

To jednak nie wszystko. – Polska wersja lockdownu stworzyła jeszcze jeden problem, którego skutki możemy odczuwać w przyszłości. Zamknięcie lasów i parków spowodowało wzrost zainteresowania domem z ogrodem. Może być to kolejny impuls dla suburbanizacji. A przedmieścia jako obszary podmiejskie są głównym źródłem problemów transportowych. Transport publiczny tam zawsze będzie nieefektywny, natomiast mieszkańcy tych domków zapewniają śródmieściom korki, hałas i spaliny – zaznacza Beim.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Koronawirus a transport