Partnerzy serwisu:

Komunikacja regionalna: Prawo nie chroni tych, którzy zostali na przystanku

Kasper Fiszer 24.07.2019

Komunikacja regionalna: Prawo nie chroni tych, którzy zostali na przystanku
Przystanek autobusowyfot. Kasper Fiszer
Jeśli mówimy, że trudno dziś wydostać się z mniejszych miejscowości, jeśli dojeżdża tam kilka kursów autobusowych dziennie, to jak nazwać sytuację, w której wbrew rozkładowi jazdy autobus nie pojawia się na przystanku? Tymczasem niedoszli pasażerowie nie mogą liczyć na żadną formę rekompensaty za niezrealizowaną usługę przewozową, jeśli nie kupiły wcześniej biletu. Choć trudno sobie wyobrazić mechanizmy prawne, które nakładałyby na przewoźników odpowiedzialność również wobec oczekujących na kurs, którzy chcieliby kupić bilet w środku, ich brak sprawia, że najbardziej wykluczeni transportowo są najbardziej poszkodowani także i w tej materii.
Opisując zjawisko wykluczenia komunikacyjnego, które pomimo zapowiedzi władz centralnych o planach jego likwidacji nadal trawi polską wieś i mniejsze miasta, nawet o randze powiatowej, najczęściej skupiamy się na analizie rozkładów jazdy. Podsumowanie liczby zlikwidowanych kursów oraz wskazanie przewoźników, którzy przestali świadczyć jakiekolwiek usługi, nie daje jednak pełnego obrazu sytuacji.

Jakość obsługi transportowej jest bowiem często znacząco gorsza, niż wynikałoby to z dostępnych danych. Rozkłady jazdy, które są przedmiotem analiz, bardzo często są błędne lub nieaktualne – i to zarówno jeśli opieramy się na informacjach pozyskanych z tabliczek przystankowych, jak i tych z internetu. Przykłady? Na części przystanków na linii Kutno – Łódź wciąż wiszą rozkłady jazdy kutnowskiego PKS, który od dłuższego czasu nie wozi pasażerów.

Są jednak także nieścisłości, które wyłapać znacznie trudniej. Niedawno, jadąc w sobotę do jednej z mniejszych miejscowości w południowej Małopolsce, znalazłem połączenie w największej wyszukiwarce kursów autobusowych. Gdy pojazd nie pojawił się na przystanku, zadzwoniłem do przewoźnika, czy mam czekać dalej, czy też liczyć się z odwołaniem kursu. Właściciel firmy, który odebrał telefon, powiedział z dużym zdziwieniem, że połączeń w wybranym przeze mnie kierunku nigdy nie wykonywano w dni wolne. Mimo to nieprawdziwych danych nie poprawiono do dziś.

Być może jeszcze bardziej istotnym problemem jest jednak poziom nierealizowania kursów zgodnie z obowiązującym rozkładem. Przewoźnicy ad hoc odwołują zaplanowane połączenia z powodu braków kadrowych czy taborowych, a w niektórych przypadkach skalę zjawiska można określić jako zauważalną. Wówczas oczekującym na przystankach pozostaje jedynie wrócić do domu lub liczyć na autostopowy łut szczęścia.

Prawo nie chroni bowiem w żaden sposób tych, którzy nie zawarli jeszcze umowy przewozu, a jedynie wyrażają taką chęć, oczekując na kurs. Innymi słowy, jeśli nie mamy jeszcze biletu, a najczęściej – zwłaszcza na wsi – kupujemy go dopiero w pojeździe, nie mamy prawa do roszczeń wobec podmiotu, który nie zrealizował usługi przewozu. Regulacje, które w jakikolwiek sposób zadośćuczyniałyby straty pasażerom stojącym pod wiatą, są trudne do wyobrażenia: istniałoby wówczas duże ryzyko, że fakt oczekiwania na niezrealizowany kurs deklarowałaby np. cała wieś, a podmiot odpowiedzialny nie miałby praktycznie żadnego sposobu sprawdzenia prawdziwości słów kilkudziesięciu czy w przypadkach skrajnych kilkuset osób. W czasach, w których autobus poza miastami pojawia się rzadko, a wypadnięcie jednego z kursów oznacza często konieczność czekania do jutra, brak jakiejkolwiek próby zauważenia interesu i ewentualnej szkody niedoszłego podróżnego wydaje się jednak wyjątkowo smutny.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony