Partnerzy serwisu:

Groźna niechęć do maseczek w transporcie publicznym

Rafał Dybiński 24.06.2020

Groźna niechęć do maseczek w transporcie publicznym
fot. Wrocławska Policja
- Pasażerowie wykazują niechęć do noszenia maseczek w pojazdach transportu publicznego - przyznała Katarzyna Gruszecka-Spychała podczas debaty "Komunikacja w mieście w obliczu pandemii", która odbyła się w środę.
Wiceprezydent Gdyni zaapelowała raz jeszcze do podróżnych korzystających z autobusów i trolejbusów w macierzystym ośrodku, ale też innych środków transportu w innych miastach, o większą troskę o bezpieczeństwo całej społeczności podczas pandemii koronawirusa SARS-CoV-2.

- Musimy trzymać reżim sanitarny, ale musimy zmagać się również z gwałtowną zmianą postaw. Turystów w naszym mieści nie brakuje, ale przy epidemii trzeba ich było nakłonić znów do korzystania samochodów. Zrezygnowaliśmy wówczas z płatności w strefach parkowania. Poradziliśmy sobie sprawnie, ewentualna powtórka nie będzie wyzwaniem - uspokaja Gruszecka-Spychała.

- Działaliśmy z wyprzedzeniem i kopiowaliśmy dobre wzorce ze świata. Byliśmy elastyczni i stosowaliśmy rozwiązania, z których mieszkańcy byli zadowoleni. Staramy się nie być restrykcyjni, ale przyjaźni. Musimy zapewniać bezpieczeństwo, ale pasażerowie wykazują niechęć do noszenia maseczek w pojazdach. Straż Miejska jednak nie mandatuje, ale upomina i tłumaczy. Biorąc pod uwagę nadchodzące wakacje, to będzie jednak jeden z naszych głównych problemów. Nie na wszystko mamy jednak wpływ - stwierdziła wiceprezydent Gdyni.

30 tys. złotych grzywny za brak maseczki

Podobny kierunek postępowania obrano we Wrocławiu, gdzie dzielnicowi ze Starego Miasta i Śródmieścia dołączyli do kontrolerów i przez kilka godzin dziennie, na wszystkich liniach komunikacji miejskiej przypominali pasażerom o obowiązku. - Zamiast dawać mandaty dajemy... też na "m", czyli maseczki. Nie karzemy, pouczamy. To nasza wspólna akcja i nie ostatnia - zapewniał Łukasz Dutkowiak, oficer prasowy z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, gdzie około 90 proc. pasażerów pojazdów komunikacji miejskiej korzysta z ochronnych maseczek na twarz. Za jej brak grozi jednak mandat 500 zł. Możliwa jest również grzywna udzielona przez Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Kwota jest wówczas znacznie wyższa i może wynieść od 5 tys. do nawet 30 tys. złotych.

- Sam w ubiegłym tygodniu w autobusach i tramwajach rozdałem około 300 maseczek. – opowiada Tomasz Sikora, rzecznik wrocławskiego MPK. Podobnie rozdawali nasi pracownicy. Pasażerowie w większości z wdzięcznością maseczkę przyjmują, czasem się tłumaczą, że zapomnieli albo nie planowali podróży tramwajem. Czasem próbowali dyskutować, czy maseczka jest skuteczna. Po prostu jest obowiązek zakrywania nosa i ust. Wsiadając do tramwaju czy autobusu zawierasz z przewoźnikiem umowę i musisz mieć maseczkę na twarzy. Takie jest obowiązujące rozporządzenie i trzeba się do niego stosować - dodał Sikora.

Wystarczy zasłonić usta i nos

Stosowny apel wystosowała w poniedziałek również warszawska Szybka Kolej Miejska. "W Polsce nadal obowiązuje stan epidemii koronawirusa. Już ponad 32 tysiące osób jest nim zarażonych, a krzywa zachorowań nie maleje" - przypomniano na wstępie. - Mamy bezwzględny obowiązek zasłaniania nosa i ust podczas podróży środkami transportu publicznego. Tym chronimy zdrowie, a nawet życie naszych współpasażerów. Niezakrywanie twarzy w otoczeniu innych osób jest wyjątkowym egoizmem - tłumaczył pasażerom prezes Alan Beroud.

Naukowcy wciąż biją na alarm, przypominając, że w minioną sobotę odnotowano rekordowe już 8,7 mln zakażeń na świecie, a w niedzielę padł rekord w ilości dziennych zakażeń. - Jest prosty sposób, by bezpiecznie przemieszczać się środkami komunikacji miejskiej i zmniejszyć ryzyko zakażenia się. Wystarczy zasłonić usta i nos, najlepiej poprzez noszenie maseczki, co spowalnia rozprzestrzenianie się koronawirusa drogą kropelkową i aerozolową, nawet o 75 procent – dodał wiceprezes SKM Krzysztof Kłak.

Jak opisywał wcześniej nasz korespondent z Tajwanu przykład wielu krajów w Azji jasno pokazuje, że noszenie masek w codziennym życiu powinno stać się czymś normalnym. "Nie dlatego, że za jej brak dostaniemy mandat, ale dlatego, że maski świadczą o wysokim poziomie odpowiedzialności społecznej. Dlaczego maski, które w metrze w Hongkongu, Tokio czy Tajpej traktowane są jako coś naturalnego, w warszawskim metrze dla niektórych pasażerów są nieomal zamachem na podstawowe wartości?" - dociekał Tomasz Śniedziewski.

"Oczywiście, można by powołać się na polską przekorną naturę, “kozaczenie” i inne domniemane uwarunkowania kulturowe, które nader często lubimy sobie przypisywać, jednocześnie robiąc niewiele by je zmienić. To jednak byłoby nieuczciwe, bo podejrzliwe spoglądanie na zakrywanie twarzy, to nie tylko domena Polaków, ale w dużej mierze wszystkich Europejczyków i Amerykanów" - podsumował nasz korespondent z Tajwanu.
PARTNER DZIAŁU



Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Koronawirus a transport