Partnerzy serwisu:

Czym w zasadzie jest smart city?

Kasper Fiszer 17.05.2018

Czym w zasadzie jest smart city?
Tramwaj we WrocławiuFot. Kasper Fiszer
Rozmowa o miastach „smart” bywa bardzo trudna, bo rozumienie tego pojęcia jest bardzo różne. Wspólnym mianownikiem może być poprawa jakości życia mieszkańców, często z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Kilka różnych propozycji definicji „smart” zaproponowali uczestnicy Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Znaczną część debaty dotyczącej smart cities, jaka odbyła się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, zajęły kwestie definicyjne. Mimo dość powszechnego używania pojęcia „smart”, wciąż nie ma jednolitego rozumienia tego pojęcia. – Dla mnie używanie tego słowa zaczyna przypominać stosowanie słowa „plus”: tak, jak w Polsce wszystko jest „plus” [500 Plus, Mieszkanie Plus itd.], tak na świecie wszystko może być „smart” – stwierdził wręcz Wojciech Deska, senior economist w European Investment Bank.

By ludziom chciało się chcieć

Przekonywał on, że „smart” oznacza zdolność wykorzystania technik w celu poprawy życia mieszkańców. – Uważam, że w tym zdaniu najważniejsze jest słowo „mieszkańcy”, bo to mieszkańcy są coraz bardziej smart i to oni wymuszają zmiany – dodał. Podobne rozumienie zaproponował Maciej Bluj, wiceprezydent Wrocławia. – W MIT stworzono definicję, według której „smart” oznacza, że ludzie, którzy są odpowiedzialni za rządzenie miastem, wdrażają rozwiązania technologiczne, które ułatwiają życie mieszkańcom. Moim zdaniem sprawdza się także pojęcie zwinności, ważne jest to, jak szybko miasto jest w stanie reagować na zmiany – mówił.

O mnogości definicji mówił także Waldemar Olbryk, członek zarządu Echo Investment. – To od nas zależy, jak zdefiniujemy smart cities, ale w każdym przypadku kręgosłup tego pojęcia musi zawierać technologie i człowieka. Dla mnie ważnym elementem jest też współuczestniczenie mieszkańców: by ludziom chciało się chcieć współtworzyć miasta na przyszłość – powiedział. – Boję się też czasami, że im bardziej „smart” jest technologia, tym mniej „smart” są ludzie, bo technologia rozwiązuje za nas problemy – dodał.

By mieszkańcy stawali się szczęśliwsi

– Dla mnie istotne jest to, by ludzie w mieście byli szczęśliwi – rozpoczął natomiast Jacek Szołtysek, kierownik Katedry Logistyki Społecznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Podkreślał, że „smart” nie musi oznaczać mnogości urządzeń. – Często mówimy, że miasto „smart” musi mieć jak najwięcej kamer, czujników itd. Mogę sobie tymczasem wyobrazić miasto, które będzie dostrzegało każdego, zachowywało się inkluzywnie, czyli przyjmowało do społeczności, a nie z niej wykluczało, które będzie umiało zapobiegać, a nie reagować, które będzie stwarzało warunki do samorządzenia, do powstawania ruchów miejskich itd. pomimo pewnych niedostatków technologicznych – przekonywał. – „Smart” to taki sposób zorganizowania, który pozwala zaoferować wysoką albo choć wyższą niż w okolicy jakość życia – podsumował.

– Smart cities to na pewno nie tylko technologie, aplikacje itd. One nie mogą być celem samym w sobie, nie są nim też innowacje – zgodził się Szymon Tumilewicz, zastępca dyrektora Departamentu Zrównoważonego Rozwoju i Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Środowiska. – „Smart” to inteligencja, która pozwoli wyznaczyć ścieżkę rozwoju i konsekwentnie nią podążać. To długofalowa wizja rozwoju w oparciu o trafną diagnozę, świadomość globalnych trendów itd. – uzupełnił.

By miasto uzyskiwało więcej za tę samą złotówkę

O trzech filarach definicji „smart city” mówiła natomiast Ewa Wolniewicz-Warska, head of sales w Kapsch Telematic Services. – Pierwszą z płaszczyzn jest wiedza o tym, co jest dostępne, jakie są możliwości techniczne czy organizacyjne. Druga to wola – ci, którzy wprowadzają zmiany, muszą chcieć je wprowadzić i mieć siłę przekonywania mieszkańców do ich wdrożenia. Trzecia to możliwości. Z mojego zawodowego punktu widzenia to w tym zakresie są największe przeszkody: bariery prawne – stwierdziła.

– Przez powyższe definicje nie przewinęła się taka myśl, że „smart” to także to, by za każdą złotówkę z budżetu uzyskiwać jak najwięcej dla obywateli – zauważyła prowadząca panel Agniewszka Gajewska, lider Zespołu ds. Sektora Publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej PWC. – Słowem-kluczem rzeczywiście jest optymalizacja, i to optymalizacja na różnych płaszczyznach – stwierdził Michał Olszewski, zastępca prezydenta Warszawy.
Podziel się ze znajomymi:
 
 
Komentarze:
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony