Partnerzy serwisu:

Bezpłatny transport publiczny w Kansas City. Czy USA uczą się na błędach?

Jakub Dybalski 01.01.2020

Bezpłatny transport publiczny w Kansas City. Czy USA uczą się na błędach?
fot. Paul Sableman, lic. CCA 2.0 Generic
Wszystko wskazuje na to, że w tym roku system transportu publicznego w 2-milionowym Kansas City stanie się darmowy To pierwsze duże amerykańskie miasto i przy okazji największe na świecie, które wprowadza takie rozwiązanie. Urzędnicy są jednoznacznie przekonani o słuszności tego kroku, ale wcześniejsze doświadczenia z bezpłatnym transportem na podobną skalę są różne.
Na początku grudnia radni miejscy w Kansas City przegłosowali jednogłośnie rezygnację z biletów w komunikacji miejskiej. Program „Zero Fee Transit” ma kosztować ok. 8–9 mln dolarów rocznie z tytułu niesprzedanych biletów jednorazowych (1,5 dol.) i miesięcznych (50 dol.). Decyzja była o tyle łatwiejsza, że otwarta kilka lat temu linia tramwajowa, już wcześniej była bezpłatna. Jeszcze nie wiadomo kiedy dokładnie wejdzie w życie. Urzędnicy muszą dokonać korekt w budżecie, żeby znaleźć stosowną sumę.

Powodów jest kilka, przy czym dwa są kluczowe. Po pierwsze efektem ma być rozwój mobilności i ograniczenie liczby samochodów. Drugim jest wsparcie biedniejszej społeczności Kansas City i pośrednio poprawa ich statusu, przez ułatwienie dostępu do rynku pracy, czyli mówiąc prościej, przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu.

Dwa miliony pasażerów

To eksperyment, który nie ma precedensu nie tylko w USA, ale też na całym świecie. Lokalne media zwracają uwagę, że bezpłatna komunikacja jest popularna w wielu miastach w Europie (wskazują zwłaszcza Polskę i Francję), funkcjonuje też w licznych miastach amerykańskich, ale w każdym z tych przypadków to raczej małe ośrodki. Największe miasto, które do tej pory wprowadziło takie rozwiązanie, stolica Estonii, 600-tysięczny Tallinn, chwali się co prawda pewnym wzrostem liczby pasażerów, ale eksperci mają wątpliwości, czy ma to istotne znaczenie dla rozwoju mobilności w mieście.

Ale cała aglomeracja Kansas City, miasta nietypowego, bo położonego na granicy dwóch stanów – Missouri i Kansas – to ok. 2 mln mieszkańców, z czego w granicach administracyjnych miasta mieszka ich pół miliona. Tak dużej darmowej komunikacji jeszcze nie było.

Burmistrz Quinton Lucas i radni opierają się na doświadczeniach wspomnianej linii tramwajowej. Otwarty w 2015 r., nieco ponad 3–kilometrowy odcinek spowodował wzrost wartości nieruchomości położonych wzdłuż niego, szacowany łącznie na 2 mld dol. Liczba pasażerów nie spada (jak to często bywa w przypadku amerykańskich nowych tramwajów, gdy po „efekcie nowości” zaczynają jeździć puste), a mieszkańcy Kansas już opowiedzieli się w referendum za budową przedłużenia linii.

W Austin fiasko

Są jednak i wątpiący w pozytywne skutki. Ameryka ma bowiem jedno istotne doświadczenie z darmowym transportem. Między 1989 a 1990 rokiem takie rozwiązanie wprowadziło teksańskie Austin. Doświadczenia były złe. Autobusy stały się noclegowniami dla bezdomnych. Koszty utrzymania sieci wzrosły nie tylko z powodu rezygnacji z biletów, ale też znacznie większych kosztów ochrony i napraw. Brak biletów nie przyciągnął nowych pasażerów, bo odstraszali ich chuligani, jeżdżący całymi dniami.

TransitCenter, prężna amerykańska organizacja promująca zrównoważony transport publiczny, zwraca uwagę, w przypomnianym przy okazji dyskusji nad Kansas City artykule sprzed roku, że to nie cena biletu jest głównym problemem transportu publicznego. Mieszkańcy są gotowi płacić za przejazdy, jeśli są one częste, szybkie, komfortowe i godne zaufania. Podaje przykłady z USA. Seattle w ciągu kilku lat tak przemodelowało sieć transportową, że potroiło liczbę mieszkańców, którzy mieszkają w odległości spaceru od przystanku. Z kolei San Francisco realizuje program, mający na celu podniesienie średniej prędkości autobusów w mieście. W obu przypadkach statystyki przewozowe rosną.

Nie brakuje też przykładu francuskiej Dunkierki, która przed rokiem wprowadziła bezpłatną komunikację i napełnienie autobusów podskoczyło średnio o 85 proc. Tyle, że jednocześnie miasto zorganizowało sieć wielkopojemnych autobusów kursujących w godzinach szczytu co 10 minut i tu upatruje się źródła sukcesu.

A jednocześnie kłopotu Kansas City. Wspomniany tramwaj kursuje co 10 minut, podobnie jak tamtejsza linia BRT. Ale już lokalne autobusy jeżdżą co 30 minut, a czasem nawet co godzinę. Brak biletu może nie zachęcić mieszkańców miasta, by im zaufać. „W bardzo rozległej przestrzennie metropolii, w przypadku konieczności przesiadania się, podróż może zająć godziny. Swobodny wstęp do autobusu nie jest w takiej sytuacji jakimś szczególnym plusem” – komentuje serwis CityLab.

Warto pamiętać, że mieszkańcy Kansas City dopiero musieliby się przyzwyczajać do komunikacji miejskiej. 92 proc. z nich do pracy dojeżdża autem. Nawet roczna wartość sprzedanych biletów daje pewne pojęcie o ilości pasażerów transportu miejskiego. Dla porównania w Warszawie roczna wartość sprzedanych biletów to niecały miliard złotych, czyli równowartość ok. 250 mln dol. Przy tym kansaskie przejazdy za 9 mln dol. rocznie, to ułamek.

Element społeczny

Eksperyment w Kansas City będzie jednak uważnie obserwowany, z jednej strony dlatego, że wiele dużych miast na świecie też myśli nad darmową komunikacją (np. Paryż) lub wprowadza ją dla konkretnych grup. Duże polskie miasta zgodnie widzą więcej minusów niż plusów, ale też dość powszechnie oferują darmowe przejazdy np. uczniom, a czasem też studentom.

Z drugiej strony dużo bardziej, niż np. w Polsce, podkreślanym efektem, jaki chcą osiągnąć władze miasta, jest ten społeczny. Najbliższe miesiące pokażą, czy rzeczywiście źródłem wykluczenia biedniejszych społeczności może być właśnie cena biletu.
PARTNER DZIAŁU



Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Bezpłatna komunikacja
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony