Partnerzy serwisu:

Bezdech senny: Badania poprawiają bezpieczeństwo

Roman Czubiński 26.10.2018

Bezdech senny: Badania poprawiają bezpieczeństwo
fot. Christian Haugen, lic. CC A 2.0 Generic
Bezdech senny i wynikające z niego zaburzenia koncentracji kierowców są przyczyną wielu wypadków. Ma to szczególne znaczenie w transporcie zbiorowym - od sprawności psychofizycznej prowadzącego pojazd zależy tu życie i zdrowie czasami ponad stu pasażerów. Na szczęście choroba ta może być skutecznie leczona, co wymaga jednak odpowiedzialnego podejścia ze strony kierowców i ich pracodawców. Problem był omawiany od strony medycznej i prawnej na Kongresie Transportu Publicznego i Inteligentnego Miasta.
Mianem bezdechu sennego określa się częste zaburzenia snu, spowodowane przerwami w oddychaniu. Ze względu na tzw. współczynnik AHI bezdech senny jest dzielony na trzy postaci: łagodną (5-15), umiarkowaną (15-30) i ciężką (powyżej 30). Objawy dzielą się na nocne (przerwy w oddychaniu, głośne chrapanie, uczucie duszenia się lub dławienia, poczucie, że sen nie przynosi wypoczynku, i częste wizyty w toalecie) i dzienne, szczególnie niebezpieczne dla kierowców (poranne bóle głowy, senność dzienna, problemy z koncentracją, nadmierna drażliwość i zasypianie w trakcie rutynowych czynności). – Nie ma dokładnych danych na temat liczby cierpiących na bezdech w Polsce, ale szacuje się, że jest ich ok. 1,5-2 mln – poinformowała doktor nauk medycznych Jadwiga Siedlecka z Instytutu Medycyny Pracy z Łodzi. Może to być nawet 25% mężczyzn i 11% kobiet (mężczyźni chorują 2-3 razy częściej).

Brak snu działa jak alkohol

Najsłabszym ogniwem, jeśli chodzi o ryzyko wypadków, jest człowiek. – Kierowca z obturacyjnym bezdechem sennym (OBS) tworzy niebezpieczeństwo dla siebie i innych użytkowników dróg. Prowadzący pojazdy muszą odbierać na minutę od 5 do 120 bodźców. Kierowcy zawodowi od 3 do 5 razy dziennie są w sytuacjach kolizyjnych lub grożących wypadkiem. Jako lekarze wymagamy więc od prowadzących bardzo dobrej sprawności psychofizycznej, by zawód był wykonywany bezpiecznie – kontynuowała dr Siedlecka. Dotyczy to oczywiście także kierowców niezawodowych.

Po 24 godzinach braku snu (np. na skutek bezdechu) trzeźwy kierowca zachowuje się jak osoba z 1 promilem alkoholu we krwi. Poza tym w bezdechu sennym występują tzw. mikrosny – kierowca zasypia, często z otwartymi oczami, pasażerowie nie zauważają więc, że prowadzący śpi i nie kontroluje sytuacji na drodze. Statystyki pokazują, że kierowcy z bezdechem są sprawcami wypadków częściej, niż osoby zdrowe – w zależności od badania częstotliwość jest wyższa od 2 do nawet 7 razy. – Najczęściej są to wypadki bardzo groźne, w tym – zderzenia czołowe – zaznaczyła specjalistka. Sennością może być spowodowanych nawet 20% wypadków na autostradach i – według badań amerykańskich – nawet 36% wypadków z ofiarami śmiertelnymi.

Nowe badania mają poprawić bezpieczeństwo

Przez długi czas w krajach Unii Europejskiej nie było jednolitych przepisów w zakresie wykrywania bezdechu u kierowców. W 2013 r. grona eksperckie uznały jednak, że potrzebne jest jednolite podejście do tego problemu. Opracowano nowe standardy i raport dotyczący postępowania z kierowcami, u których podejrzewa się bezdech senny. – Pokłosiem tego była dyrektywa z 1 lipca 2014 r., w której jednoznacznie określono, że OBS jest jednym z największych czynników ryzyka wypadków samochodowych i jako taki nie może być pomijany w prawie unijnym dotyczących praw jazdy. Realizacja tej dyrektywy ma przyczynić się do zmniejszenia liczby wypadków – uzasadniła dr Siedlecka. Kraje członkowskie miały 2 lata na implementację tej dyrektywy. W Polsce w tym celu zostało wydane rozporządzenie ministra zdrowia z 23 grudnia 2015 r., zmieniające rozporządzenie w sprawie badań lekarskich kierowców i osób ubiegających się o kierowanie pojazdami.

W załączniku nr 2 do wspomnianej dyrektywy określono szczegółowe warunki badania lekarskiego. W przypadku OBS rozróżnia się stopień umiarkowany i ciężki. Wszyscy kierowcy z podejrzeniem jednej z tych dwóch postaci choroby muszą być kierowani na badania lekarskie. – Do czasu potwierdzenia lub wykluczenia podejrzenia można orzec istnienie przeciwwskazań zdrowotnych do kierowania pojazdami. U posiadaczy prawa jazdy, u których rozpoznano bezdech, można orzec brak przeciwwskazań, pod warunkiem, że osoba będzie prawidłowo leczona i przedstawi zaświadczenie od lekarza leczącego – wyjaśniła lekarka. W przypadku kategorii niższych kierowca musi podlegać badaniu lekarskiemu co 3 lata, a w wyższych – co roku.

O pracownika warto dbać

Rozporządzenie zawierało jednak pewne niedomówienia. Instytut Medycyny Pracy wraz z innymi organizacjami medycznymi opracował więc algorytm postępowania w celu ułatwienia lekarzom orzekania. – W kwestionariuszu pytamy, między innymi, o to, czy kierowcy zdarzyło się przysnąć podczas prowadzenia pojazdu, i czy w ciągu ostatnich 3 lat uczestniczył w poważnym wypadku drogowym spowodowanym sennością. Inne pytania dotyczą np. objawów wspomnianych na początku. Kierowca wypełnia też skalę senności Epworth, określając, w których z 8 podanych sytuacji występuje prawdopodobieństwo jego zaśnięcia i na jakim poziomie. Liczymy punktację i określamy, czy występuje u niego senność dzienna, czy nie – opisała procedurę dr Siedlecka. Przy późniejszym rozpoznawaniu choroby standardem jest polisomnografia – badanie snu wykonywane w specjalnej pracowni – lub prostsze przesiewowe badanie tzw. poligraficzne, wykonywane w domu pacjenta, śpiącego we własnym łóżku.

– Dziś, gdy wiele przedsiębiorstw transportowych zmaga się z brakami kadrowymi, tym bardziej warto zapoznać się ze standardami określającymi, w którym przypadku kierowca nie będzie mógł wykonywać zawodu, oraz jakie leczenie przywróci mu odpowiednią sprawność psychofizyczną. Nieleczony OBS to też czynnik ryzyka długotrwałych i kosztownych dla firmy zwolnień lekarskich – zwróciła uwagę lekarka. U osób z nieleczonym zespołem bezdechu sennego występują często groźne powikłania: nadciśnienie tętnicze (w 50% przypadków), a także choroba niedokrwienna serca, niewydolność serca, zaburzenia rytmu, a nawet zawał czy udar mózgu. W skrajnych sytuacjach może nastąpić nagły zgon.

Nie bójmy się badań!

Podjęte odpowiednio wcześnie leczenie pozwala temu zapobiec. – Prowadzę badania kierowców transportu publicznego od ponad 20 lat. Uważam, że najważniejsza jest świadomość kierowcy i pracodawcy. Jeśli obaj będą świadomi, kierowca nie będzie bał się zbadać – przekonywała dr Siedlecka. Jak stwierdziła, po ukazaniu się dyrektywy z 2014 r. w mediach pojawiła się bardzo szkodliwa narracja, którą można streścić jako „Chrapiesz? Zabiorą Ci prawo jazdy”. – Jest to kompletną bzdurą. Kiedy kierowca jest prawidłowo leczony, poprawia się jego sprawność psychofizyczna, staje się więc z powrotem kierowcą bezpiecznym – stwierdziła. Złotym standardem w leczeniu jest spanie w „protezie powietrznej” (tzw. terapia CPAP). Jest to urządzenie zapobiegające zapadaniu się dróg oddechowych. Dzięki wtłaczaniu niewielkiego strumienia powietrza pacjent może spać normalnie, nie ma zaburzeń i odczuwa na co dzień zdecydowaną poprawę. Zapobiega to również występowaniu spowodowanych bezdechem wypadków drogowych. IMP prowadzi szeroko zakrojoną akcję edukacyjną na ten temat dla kierowców i ich pracodawców.

– Cierpienie na OBS nie jest równoznaczne z utratą pracy – potwierdziła radca prawny Anna Żelasko. – Można orzec brak przeciwwskazań, jeśli osoba badana przedstawi zaświadczenie od lekarza prowadzącego o leczeniu i jego opinię, przestrzega jego zaleceń i będzie poddawała się regularnym badaniom kontrolnym – podkreśliła.

W myśl jednego z zapisów rozporządzenia uprawniony lekarz medycyny pracy może skierować badanego na konsultację do specjalisty w danej dziedzinie. – Słowo „może” w języku prawniczym oznacza jednak, że tam, gdzie są odpowiednie przesłanki, powinien to zrobić. W przypadku osoby, u której podejrzewa się tracenie oddechu podczas snu, skierowanie na badania jest obowiązkowe, podobnie jak w przypadku rozpoznania OBS – zastrzegła prawniczka. Zaleciła, by nie ograniczać zakresu umowy, który wiąże firmy transportowe z placówkami medycyny pracy.

Przestrzeganie standardów zaprocentuje przed sądem

Choć algorytm nie ma mocy prawnej, jego znaczenie dla przedsiębiorstw jest istotne. – Umowa pracodawcy z jednostką medycyny pracy wskazuje też obowiązki pracodawcy. Natomiast od strony medycyny pracy naczelną zasadą jest zasada należytej staranności i zgodności działań lekarza z aktualną wiedzą medyczną. W kontekście przepisów należy zwrócić uwagę na standardy, a więc właśnie – między innymi – na wspomniany algorytm, choć nie jest to akt powszechnie obowiązujący – wyjaśniła mec. Żelasko. W razie wypadku i ewentualnej sprawy sądowej kluczowym elementem oceny będzie opinia biegłego – a ten musi kierować się właśnie standardami i algorytmami obowiązującymi w danej dziedzinie medycyny.

– Jeśli pracodawca przyzwala na to, że dany pracownik nie wykazuje mu elementów ryzyka, albo na wykonywanie badań jedynie pro forma – ponosi odpowiedzialność za wszelkie skutki ewentualnych wypadków, zarówno na płaszczyźnie cywilnej, jak i karnej. Może to być odpowiedzialność bardzo dotkliwa. Jeśli dojdzie do wypadku śmiertelnego,roszczenia mogą obejmować zarówno odszkodowanie, jak i pokrycie wszelkich kosztów oraz zadośćuczynienie lub renta – przestrzegła prawniczka. Jeśli jednak umowy z medycyną pracy są dobrze zawarte, a pracodawca rzetelnie prowadzi badania i zgłasza wszelkie ryzyka, które zauważa – prawnicy, którzy w razie nieszczęścia będą bronili firmy podczas ewentualnej rozprawy, będą mieli znacznie ułatwione zadanie.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Kongres Transportu Publicznego
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Komentarze
Fotorelacje
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony