Partnerzy serwisu:
Komunikacja

Transport nad Morskie Oko. Czy w ogóle potrzebny?

Dalej Wstecz
Autor:

Dominik Wójcik

Data publikacji:
2014-11-30 08:48
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Transport nad Morskie Oko. Czy w ogóle potrzebny?
koniefot. Dominik Wójcik
Co jakiś czas wybucha awantura o transport konny nad Morskie Oko. Konie wciągają wozy z turystami siedem kilometrów pod górę. Pojawiają się pomysły, by zorganizować dojazd nad jezioro bez potrzeby męczenia zwierząt. Ale czy transport zbiorowy w tym miejscu jest w ogóle potrzebny?

Zwykle jest cicho. Konflikt tli się tylko między wozakami, władzami Tatrzańskiego Parku Narodowego, powiatu a organizacjami broniącymi praw zwierząt. Pierwsi chcą utrzymania przewozów konnych, drudzy – rygorystycznego ograniczenia ładowności wozów (tzw. fasiągów). Cisza trwa zwykle do pierwszego zgonu konia, który z przeforsowania pada na trasie. Wtedy zaczyna się awantura podsycana przez media, a strony radykalizują się. Ekolodzy żądają wtedy całkowitej likwidacji przewozów konnych sugerując pojazdy samobieżne zasilane prądem elektrycznym.

Skrajne argumenty

Po stronie fiakrów stoi starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski. Podstawowym argumentem jest tradycja i utrzymanie zatrudnienia. Po drugiej stronie organizacje prozwierzęce bronią życia i zdrowia koni, które ich zdaniem pracują przeciążone ponad ustalone wcześniej normy.

Obrońcy fasiągów bronią miejsc pracy. Kiedy pojawiają się propozycje stosowania pojazdów samobieżnych, za kurs których również turyści musieliby płacić, starosta Gąsienica-Makowski zarzuca autorom sprzyjanie lobby producentów pojazdów elektrycznych, niezależnie od tego, czy miałby to być autobus, fasiąg wspomagany silnikiem, czy wózek osobowy. A zdrowie koni? Efektem będzie ich eutanazja w sytuacji, gdy nie będą już na szlaku potrzebne.

Proponowane rozwiązania

Przez lata sporów pojawiło się kilka propozycji ulżenia koniom w katordze. Jedną z nich jest ograniczenie dopuszczalnej liczby osób podróżujących wozem. Obecnie to 12 osób. Jednak – zdaniem obrońców zwierząt – nikt tego nie przestrzega i tego samego spodziewają się po ewentualnych kolejnych ograniczeniach. Problem pozostanie więc nierozwiązany. Ponadto działacze zarzucają fiakrom, że same wozy są cięższe niż powinny. Ekspertyzy zlecone przez ekologów są obalane przez ekspertyzy zlecone przez woźniców i TPN. I tak w kółko.

Inną propozycją jest stosowanie wozów hybrydowych o napędzie konno-elektrycznym. Miałyby one działać tak samo, jak obecne rowery o wspomaganiu elektrycznym, czyli silnik pracowałby z największą mocą przy najniższych prędkościach, zaś wraz z ich wzrostem moc malałaby. Ekolodzy obawiają się jednak braku gwarancji na to, że po pierwsze układ wspomagania będzie w ogóle załączany, a po drugie, że będzie stale naładowany.

W 2014 r. na drodze Oswalda Balzera kursował autobus elektryczny. Testy były zadowalające, ale... Co to za turystyka, jeśli piękną trasę pokonuje się w zamkniętym pojeździe? Co innego wózki elektryczne – takie, jak kursujące po starych obszarach Krakowa, Warszawy, czy całego Helu. Otwarta przestrzeń i ładowność od 6 do 12 osób świetnie odwzorowują warunki panujące na fasiągach. W przeciwieństwie do autobusu, wózki funkcjonowałyby w ilości podobnej do ilości wozów konnych, a każdy z nich musiałby mieć kierującego, więc fiakrzy utrzymaliby miejsca pracy. Przewóz turystów autobusem miałby charakter masowy nie mający niczego wspólnego z rekreacją, a sam nie byłby wcale nowością w tym miejscu.

- Do momentu powstania osuwiskach przy Grzmotach Mickiewicza na początku lat 80-ch ub. wieku, do polany na Włosienicy kursowały liniowe autobusy pospieszne z Zakopanego, po których do dziś pozostała pętla – tłumaczy Janusz Karlikowski, ekspert turystyki krajoznawczej.

Dla dobra Tatr - zlikwidować

Przewozy zbiorowe stosuje się celem zapewnienia mobilności grupom ludzi, jako poprawę dostępności określonych miejsc. Tam, gdzie ruch jest warunkowany naturalnie (np. turystyka), wystarczy transport komercyjny. Tam, gdzie nie ma wielkich potoków podróżnych, a połączenie zapewnić trzeba, stosuje się przewozy publiczne. W przypadku Morskiego Oka mamy do czynienia z pierwszą sytuacją.

Nie od dziś przyrodnicy alarmują, że Tatry są rozdeptywane przez turystów. Szlak nad Morskie Oko jest bodajże jedynym, na którym funkcjonuje transport zbiorowy. Na pozostałych turyści poruszają się pieszo (nie licząc odcinków z wyciągami krzesełkowymi, kolejkami linowymi i funikularami). Oznacza to, że niezależnie od warunków i tak Morskie Oko będzie atrakcją. Dlatego właśnie poprawa dostępności otoczenia Morskiego Oka jest zbędna.

Wniosek – transport zbiorowy należy całkowicie zlikwidować.

Przewodnicy tatrzańscy opowiadają, że początkowo do Morskiego Oka docierało się wzdłuż koryta Białki. Dopiero na początku XX w. zbudowano obecną drogę, która przeszła wymianę nawierzchni po 50 latach. Praktycznie trudno jest znaleźć inny tak komfortowy szlak, jak Droga Oswalda Balzera – szeroka, gładka, utwardzona. Warunki do marszu są komfortowe. Jeśli ktoś nadal nie będzie w stanie tam dotrzeć, to należy przypomnieć, że góry nie są parkiem rozrywki i nie są dla każdego.

dominik.wojcik@transport-publiczny.pl

Podziel się z innymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Nowy POiŚ 2014-2020 przesłany do Komisji Europejskiej

Prawo & Finanse

Nowy POiŚ 2014-2020 przesłany do Komisji Europejskiej

MIR 28 listopada 2014

Być pieszym w Teheranie

Komunikacja

Być pieszym w Teheranie

Jakub Dybalski 29 listopada 2014

Mrozy: Kolej konna w XXI wieku

Komunikacja

Mrozy: Kolej konna w XXI wieku

Kasper Fiszer 26 stycznia 2014

 

 

 

 

 

 

współpraca
Rynek Kolejowy Onet biznes Invest Map Interia TSL biznes
© ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMS