Partnerzy serwisu:
Komunikacja

Rio de Janeiro strzela sobie samobója

Dalej Wstecz
Autor:

Jakub Dybalski

Data publikacji:
2014-02-15 08:48
Tagi:
Tagi geolokalizacji:

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Rio de Janeiro strzela sobie samobója
protesty w Rio de Janeiro w 2013 r. Napis na transparencie: "Jeśli ceny biletów nie spadną, zatrzymamy miasto"Tania Rego/Agencia Brasil, lic. CC 3.0
– Transport publiczny jest powolny, brudny, jest w nim gorąco i w dodatku jest drogi – wylicza 21–letnia studentka Yasmin Thanya. Rio de Janeiro ponownie zmaga się z protestami wobec podwyżek cen biletów, podobnymi do tych z połowy ubiegłego roku. Miasto chce je podnieść, choć według wielu mieszkańców komunikacja działa fatalnie.

W czerwcu w Brazylii rozpoczną się mistrzostwa świata w piłce nożnej, a Rio de Janeiro jest jednym z głównych miast–gospodarzy. Na zmodernizowanej Maracanie odbędzie się siedem meczów, w tym finał. Za dwa lata miasto będzie gościło letnie igrzyska olimpijskie. Tymczasem najlepiej słyszalne informacje jakie płyną w świat przed pierwszą z tych imprez mówią o tym, że rozkochani w futbolu Brazylijczycy… nie chcą mundialu. – Mistrzostwa Świata tylko pogłębiają nierówności – tłumaczy Thanya.

Płać i płacz

Wielka impreza miała uruchomić inwestycje, które poprawią komfort życia mieszkańców. Przede wszystkim jeśli chodzi o transport, zarówno między miastami, jak i w samych metropoliach, takich jak Rio i Sao Paulo. Tymczasem ćwierć z tych zapowiadanych nie zostanie zrealizowana na czas. Brazylijczycy nie tylko nie widzą zapowiadanej poprawy, ale też mając świadomość, że miliardy reali są wydawane na infrastrukturę sportową, burzą się, gdy słyszą o podwyżkach cen biletów.

W czerwcu propozycje podniesienia cen biletów autobusowych z 2,75 reala do 3 reali (ok. 1,25 dol.) spowodowały, że na ulice 80 miast Brazylii wyszło ok. milion osób. W Rio i Sao Paulo doszło do zamieszek. Władze postanowiły przesunąć podwyżki w czasie, ale teraz do nich wracają. A ludzie znów protestują.

Przed tygodniem grupa kilkuset osób wtargnęła na teren Centro do Brasil, czyli głównego, kolejowo–autobusowego węzła przesiadkowego Rio de Janeiro. Zdemolowali automaty biletowe i wejściowe bramki, zachęcając tysiące pasażerów, do wejścia bez biletów. Doszło do małej bitwy z policją, która przeniosła się na ulicę.

– Całkowicie popieram te protesty – twierdzi 43–letni Fabiana Argon, która pracując w służbie zdrowia zarabia ok. tysiąca reali miesięcznie i jedną trzecią tej sumy wydaje na dojazdy. – Opóźnienia, brud w pociągu i zatłoczone wagony bez klimatyzacji. Sytuacja w tym momencie jest absurdalna – tłumaczy.

Ćwierć dnia w autobusie

Jonathan Watts, korespondent „Guardiana” i „Observera” z Rio de Janeiro opisuje historię Pauli Elaine Cardoso, która codziennie dojeżdża z przedmieść Rio do pracy w dzielnicy Copacabana. Z domu wychodzi o 5 rano, po 40–minutowym spacerze wsiada w autobus, w którym spędza prawie dwie godziny w 30–stopniowym upale. Oczywiście jeśli korki są umiarkowane, a na trasie nie zdarzy się wypadek. Potem czeka ją jeszcze podróż równie zatłoczonym metrem. Do pracy dojeżdża przed 9. Ta sama, 35–kilometrowa podróż czeka ją wieczorem. W komunikacji miejskiej spędza prawie ćwierć doby i kosztuje ją to znaczną część pensji.

– Pensja minimalna jest niska [724 reale miesięcznie – red.] a koszty życia wysokie. To oznacza, że droższe bilety oznaczają po prostu mniej jedzenia na stole – mówi Cardoso.

Burmistrz Rio de Janeiro Eduardo Paes próbował ograniczyć skalę protestów m.in. zarządzeniem o obowiązkowym montowaniu klimatyzacji w autobusach, ale to nie powstrzymało ludzi przed wyjściem na ulice. W Sao Paulo nie ma właściwie dnia bez podpalonego autobusu. W dodatku od początku roku kilkakrotnie doszło do awarii w metrze.

Miało być inaczej. Przewidywano, ze obie wielki imprezy wygenerują powstanie nowych inwestycji transportowych wartych 400 mld dol. Część jednak pogrążyła korupcja, niekompetencja i biurokracja. Na czas nie będą gotowe ani nowe linie metra w Salvadorze i Sao Paulo, ani linie tramwajowe w Brasilii i Culabie. Prezydent Dilma Rousseff osobiście obiecywała wybudowanie szybkiego pociągu łączącego lotniska w Rio i Sao Paulo. Budowa jeszcze nie ruszyła, podobnie jak zapowiadane prace w portach lotniczych. – O tym, że będziemy organizować mistrzostwa wiemy od siedmiu lat i dopiero teraz ogłaszamy przetargi na modernizację lotnisk? – dziwi się Carlos Alberto Parreira, trener który z Brazylią wygrywał mundial dwadzieścia lat temu, a dziś, jak wielu innych celebrytów w Brazylii, odpowiada na pytania o gotowość kraju do organizacji zbliżającego się turnieju.

Podmiejskie fawele

Dlaczego komunikacja w Rio de Janeiro tak źle działa? Poza stale rozrastającym się miastem, za czym nie nadąża rozwój transportu, przyczyn można szukać też w zmianach jakie zachodziły tam kilkadziesiąt lat temu i do złudzenia przypominały kłopoty z jakimi w tym samym czasie zmagały się Stany Zjednoczone. Do początku lat 60–tych miasto miało rozbudowaną sieć tramwajową i kolejową. Ale wtedy zaczęto inwestować w infrastrukturę drogową. Do dziś czterej główni przewoźnicy autobusowi Rio de Janeiro należą do przedstawicieli najstarszych i najbardziej wpływowych rodzin w mieście. W dodatku politycy chętniej realizują inwestycje, które dadzą efekt w krótkim czasie, najlepiej w ciągu jednej kadencji. W efekcie tory, pozostały z dawnej sieci kolejowej często mają drewniane podkłady. Psują się więc, a wykolejenia pociągów nie należą do rzadkości.

Juciano Rodrigues, naukowiec z National Institute of Science and Technology, który bada rozwój miasta, zwraca uwagę na jeszcze jeden ciekawy aspekt tej sprawy. W Rio, inaczej niż w wielu innych miastach, przedmieścia nie są „sypialniami” dla klasy średniej, ale raczej peryferiami dla biednych. Likwidacja faweli prowadzi do tego, że mieszkający tam ludzie wyprowadzają się na przedmieścia. Tak więc zarabiający najmniej, mają najdalej do pracy i płacą za dojazdy najwięcej.

– Podwyżki cen biletów znacznie przekraczają poziom inflacji. Tak naprawdę dla wielu rodzin transport w domowym budżecie pochłania tyle pieniędzy, ile żywność. To okropne, kazać płacić ludziom więcej za coś, co jest w tak fatalnym stanie – komentuje Rodrigues, który przewiduje, że z czasem protesty będą coraz bardziej intensywne.

Organizatorzy mundialu w Brazylii spodziewają się w czerwcu i lipcu 600 tys. gości z całego świata. Oni ocenią nie tylko jak Brazylia przygotowała stadiony, ale też czy łatwo, wygodnie i tanio można do nich dojechać. A potem opowiedzą o tym, gdy wrócą do siebie.

Podziel się z innymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
Zobacz również
Piraci drogowi skrzykują się w Internecie

Prawo & Finanse

Piraci drogowi skrzykują się w Internecie

Dominik Wójcik 22 sierpnia 2014

Jeff Speck: Miasta przyjazne pieszym się opłacają

Przestrzeń

Jeff Speck: Miasta przyjazne pieszym się opłacają

Jakub Dybalski 09 sierpnia 2014

 

 

 

 

 

 

współpraca
Rynek Kolejowy Onet biznes Invest Map Interia TSL biznes
© ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMS